Tybet już od ponad pół wieku zmuszony jest podporządkowywać się chińskiemu systemowi edukacji, który dąży do asymilacji wszystkich 55 mniejszości etnicznych, zamieszkujących terytorium Chin. Stąd dla władzy centralnej edukacja Tybetańczyków nie polega na promowaniu języka oraz kultury tej społeczności.

Nauczanie jest jedynie instrumentem do pozyskiwania lojalnych obywateli. Tym sposobem, od chwili rozpoczęcia chińskiego panowania na terenach Tybetu, postęp w polityce edukacyjnej pozostaje znikomy.

Przed chińską inwazją klasztory były głównymi ośrodkami edukacji w Tybecie. Najważniejszymi ośrodkami uniwersyteckimi były –  znajdujące się w Lhasie –  Sera, Ganden i Drepung. Dodatkowo, ponad 6 tys. klasztorów i żeńskich zakonów pełniło funkcję ośrodków rozwoju świeckiego i religijnego.

Za sprawą Dalajlamy XIII od I połowy XX wieku dynamicznie zaczął się rozwijać system szkolnictwa publicznego oraz prywatnego. W 1923 roku rząd Tybetański zaprosił brytyjskiego edukatora Franka Ludlowa, aby ten pomógł w utworzeniu w Gyantse i Shigatse szkół, które wzorowały się na angielskim systemie publicznego szkolnictwa. Przed 1959 rokiem w U-Tsang, centralnym regionie Tybetu, istniało około 70 szkół publicznych.

Od czasu inwazji jakość edukacji tybetańskich dzieci dramatycznie spada. Wiele z nich nie potrafi czytać, a niekiedy nawet mówić w swoim rodzimym języku. Chińskie władze utrzymują, jakoby czyniły wszystko, co w ich mocy, aby zapewnić lokalnej społeczności jak najlepszy dostęp do edukacji, jednak raporty, sporządzane przez organizacje działające na rzecz Tybetu oraz Centralny Rząd Tybetański z siedzibą w Dharamsali w Indiach, przedstawiają rzeczywistość w gorszym świetle.

Porażający jest sam fakt, że tylko w samym 2007 roku 2338 Tybetańczyków (uciekinierów z okupowanej ojczyzny) uzyskało w Indiach status uchodźcy. Z pośród nich 1046 osób (44.73%) to dzieci poniżej 18. roku życia.

Od 1980 r. do 1998 r. władze chińskie realizowały projekt przymusowej, dziewięcioletniej edukacji, który zaznaczał, że: „wszystkie dzieci, które ukończyły 6 lat, odbędą 9 lat obowiązkowej edukacji, niezależnie od płci, narodowości i rasy”. W rzeczywistości rząd nie interesował się zbytnio wdrażaniem projektu, czy sprawdzeniem ile dzieci de facto ukończyło przepisowe 9 lat nauki. Odnotowane są przypadki, w których rząd wykorzystywał założenia planu edukacyjnego do szantażowania Tybetańczyków. Zmuszano rodziców do posyłania swoich dzieci do szkół (co było równoznaczne z pokrywaniem wysokich kosztów edukacji) lub płacenia ogromnych kar, w sytuacji kiedy dziecko nie było przez nich odesłane.

„Mówiono nam, że jeżeli nie odbędziemy 9 lat edukacji w szkole, to władze nałożą na nas karę. Uczęszczałem do szkoły 3 lata, ale później zrezygnowałem, bo nie nauczyłem się niczego, a nauczyciele nie byli dostatecznie wykwalifikowani, aby dobrze nas uczyć” – opowiada Wangmo, 12-letni chłopiec ze wsi Rekhorewa w okolicy Chamdo.

Przeciętny Tybetańczyk kończy jedynie 2 lata edukacji. Od 1956 r. do 2000 r. liczba osób niepiśmiennych, które w ogóle nie uczęszczały do szkoły, spadła z 47% do 37%. Zważywszy na długość trwania tego okresu, to mierne osiągnięcie chińskiej polityki edukacyjnej. Poziom niepiśmienności w dalszym ciągu pozostaje wysoki. Wśród najmłodszych (15-39 lat) wynosi on nawet 41%.

Powodów, dlaczego tak mała liczba Tybetańczyków otrzymuje solidne wykształcenie, jest wiele. Wspomniany już brak środków finansowych to tylko wierzchołek góry lodowej. Problemem jest również odległość dzieląca szkoły od miejsca zamieszkania. Dzieci muszą przejść bardzo długie dystanse (niekiedy idą cały dzień), aby dotrzeć do szkół, których stan użyteczności pozostawia wiele do życzenia.

Edukacji nie ułatwiają podręczniki, których treści nie odnoszą się do codziennego życia Tybetańczyków. Dyskryminacja ich odrębności kulturowej wiąże się niekiedy z absurdalnością  materiałów zawartych w podręcznikach. Pojawia się na przykład zagadnienie sygnalizacji świetlnej na drodze, której wiele dzieci, pochodzących ze słabo zurbanizowanych terenów, nigdy nie widziało.

Co więcej, polityka szerzenia idei jedności narodowej pozbawia podręczniki odniesień do kultury oraz historii Tybetańczyków. W efekcie wiele dzieci traci zainteresowanie nauką i rezygnuje z niej w bardzo wczesnym wieku. Niekiedy młody Tybetańczyk decyduje się na edukację w ośrodku przyklasztornym, jednak i tu rząd chiński wprowadza swoje regulacje. Zabrania się wstępowania do takiego ośrodka osobie poniżej 18. roku życia. Ta procedura ma (rzekomo) chronić dziecko. I tu rodzi się pytanie: Przed czym ma je chronić? Czy aby nie przed swoją, odrębną tożsamością kulturową?

Podręczniki bardzo często nie docierają na czas przed rozpoczęciem roku szkolnego. Niekiedy dostawy opóźniają się o parę miesięcy, pozostawiając dzieci bez materiałów do nauki. Częstą przyczyną zwlekania z dostawami jest brak kooperacji pomiędzy organizacjami zajmującymi się dystrybucją materiałów. Sprawy nie ułatwia również to, że dla wydawnictwa –  (ang. Tibetan People’s Publishing House) –  tybetańskie materiały edukacyjne są niskiego priorytetu (rzecz jasna wyjątkiem są te, które związane są z edukacją polityczną).

Ogromnym problemem jest brak perspektyw do kontynuowania nauki na uczelniach wyższych. Jest to spowodowane wysokim czesnym, na co wielu rodziców nie stać (często decydują się oni na sprzedanie części dobytku, w celu zebrania odpowiedniej sumy pieniędzy). Należałoby w tym miejscu zaznaczyć, że opłaty są szczególnie wysokie w przypadku rodzin, w których została pogwałcona norma „planowania rodziny”. Według prawa rodzice mogą posiadać jedynie jedno dziecko i tylko ono może posiadać tzw. kartę rejestracyjną, która uprawnia do zniżek w nauce. Tak więc para, która łamie prawo, oprócz zapłacenia kary, zmuszona jest wnosić wyższe opłaty za kolejne dziecko.

„Podczas moich trzech lat spędzonych w szkole średniej moi rodzice musieli zapłacić ponad 6500 juanów [ok. 3.250 PLN] za rok czesnego, podręczniki, zakwaterowanie i inne wydatki. To był ogromny wydatek, jako że roczny dochód mojej rodziny wynosił tylko około 7800 juanów [ok. 3.900 PLN]” – opowiada Dolma, były uczeń szkoły średniej.

Niekiedy szkoły dysponują miejscami noclegowymi dla tych dzieci, których dom znajduje się bardzo daleko od szkoły, jednak opłaty za noclegi nie należą do najniższych. Ponadto, w ich cenę nie wlicza się jedzenie. W zimę dzieci muszą dostarczać z domu drewno do ogrzania piecykiem zimnej klasy.


 

Poważnym problemem są również łapówki, do których płacenia zmuszani bywają rodzice. W Tybecie dość powszechnym dla nauczycieli zwyczajem jest poświęcanie większej uwagi tym dzieciom, od których rodziców dostają prezenty i jednocześnie ignorowanie tych dzieci, których rodziców nie stać na kupowanie prezentu-łapówki.

Jeżeli, pomimo tych wszystkich przeciwności, młody Tybetańczyk ukończy szkołę średnią, to może on starać się o przyjęcie na uczelnię wyższą – jego szanse są jednak ograniczone. Problemem okazuje się między innymi konkurencja. Pewien nauczyciel z dzielnicy Gansu wspomina:

„Nikt z mojej wioski nie poszedł do szkoły średniej… aby się dostać musisz zdać egzaminy wstępne i musisz współzawodniczyć z dziećmi, które wychowywały się w mieście lub z dziećmi chińskich i tybetańskich urzędników, lub z dziećmi zamożnych Tybetańczyków, którzy otrzymali lepszą edukację w szkole podstawowej”.

Nawet jeżeli kandydat biegle włada językiem chińskim i pomyślnie zda egzaminy to wcale nie oznacza to, że ma zagwarantowane miejsce na studiach. Często to nie umiejętności decydują o przyjęciu Tybetańczyka na studia a wysokość zapłaconej łapówki.

Niestety, ale problemy młodego Tybetańczyka nie kończą się z chwilą opuszczenia murów uczelni. Im wyższy status społeczny posiada Tybetańczyk, tym bardziej staje się widoczny. Jego lojalność wobec Chin jest częściej sprawdzana, a każde jego posunięcie na bieżąco poddawane ocenie, w celu wykluczenia nacjonalistycznego sympatyzowania z ludnością tybetańską.

Dane statystyczne pochodzące z raportów wskazują, że w szczególnie trudnej sytuacji edukacyjnej znajdują się dziewczynki, bowiem jako potencjalne matki mogą wywierać wpływ na przyszłe pokolenia.

Pewnym impasem jest system dwujęzycznego nauczania. Obok obowiązkowego języka chińskiego dziecko może uczyć się drugiego języka. Jeżeli zdecyduje się wybrać język tybetański, to wówczas nie może już podjąć nauki języka angielskiego, a tym samym odcina sobie drogę do szkolnictwa wyższego, który wymaga jego znajomości. Dodatkowym utrudnieniem w nauce języka ojczystego jest obecność różnych jego dialektów oraz zjawisko diglosji (język pisany różni się od języka mówionego).

Wielu rodziców zauważa, że ich dzieci nabierają w szkole złych nawyków. Przestają one  szanować tybetańskie tradycje, czasem przestając również szanować własnych rodziców, wyrażając w ten sposób pogardę dla ludności tybetańskiej.

Bywa niekiedy, że próby asymilacji dzieci nie zawsze przebiegają według planów. Czasem przynoszą one efekt odwrotny. Okazuje się, że tybetańskie dzieci wywożone do Chin w celach edukacyjnych, gdy wrócą, to często pokazują, że wraz z otrzymaną nauką rozwinęły w sobie dumę z własnych umiejętności i tożsamości narodowej. Dlatego rząd centralny zaczął oferować wykształconym Tybetańczykom tylko słabo płatne i mało wpływowe stanowiska.

Za lukę w systemie szkolnictwa w Tybecie należy uznać brak edukacji seksualnej. Na dzień dzisiejszy nie są znane statystyki wskazujące, jak wysoki jest poziom zachorowania na AIDS. Wiadomą rzeczą jest jednak to, że liczba imigrantów chińskich, przybywających na tereny Tybetu, stale rośnie, a więc prawdopodobieństwo transmisji chorób zakaźnych wzrasta. Niepokojący jest również fakt, iż rząd nie prowadzi żadnych działań w celu uczulenia Tybetańczyków na powszechny problem AIDS.

Utrudniony dostęp do edukacji oraz brak perspektyw dla dalszego osobistego rozwoju nie wróży optymistycznej przyszłości dla narodu tybetańskiego. Upośledzenie systemu edukacji pozbawia Tybet możliwości rozwijania swego kapitału ludzkiego, a co za tym idzie, niemożliwym jest wniesienie własnego wkładu w rozwój Chin. Wykluczeni i pozbawieniu możliwości wyboru nie są w stanie bronić swych poglądów oraz tożsamości. Chiny od dawna stosują politykę tzw. „patriotycznej edukacji”, której głównym założeniem jest zniesienie różnic istniejących pomiędzy grupami etnicznymi zamieszkującymi terytorium Chin. Mówiąc w skrócie, polityka rządu dąży do stworzenia modelu obywatela lojalnego wobec Chin. Tak więc, edukacja dzieci tybetańskich ma na celu doprowadzić do ich całkowitej asymilacji.

 

 

 



Stronę prowadzi

Stronę wspierają

  • 6f873f2bfda30f5072cabfdf1c26998f