Serce zostało w Tybecie
Joanna Mostowska, studentka, podróżniczka
Joanna Mostowska, Lhasa
Dojechałam tam…
na zwykłym rowerze kupionym w północno-zachodnich Chinach, skąd wyruszyłam do Tybetu. Trasa nie była łatwa, trzeba było wdrapać się na Płaskowyż Tybetański, na ponad 4 tys. m n.p.m. Nie lada wyzwanie stanowiła sama droga – pełna żwiru, kamieni, piasku, błota, przerywana strumieniami, prowadząca przez przełęcze na wysokości ponad 5 tys. m. Trzeba też było znosić zimny, przenikliwy wiatr, a czasami i śnieg. Mogłam zabrać tylko najpotrzebniejsze rzeczy (ubrania, które miałam na sobie, namiot, śpiwór, w sumie kilka kilogramów) – musiały mi wystarczyć na dwa miesiące. Na szczęście udało się przejechać bez większych problemów około 3 tys. km przez zachodni Tybet do Lhasy, a potem do Nepalu. Rower, z którym zżyłam się niemal jak z przyjacielem, z żalem sprzedałam w Katmandu.
źródło: gazeta.pl Turystyka więcej informacji: Joanna Mostowska, studentka, podróżniczka













