Wang Lixiong: Refleksje tybetańskie
Z perspektywy Chińczyków
Obie strony toczącej się dziś dysputy w sprawie Tybetu postrzegają wszystko w czarno-białych barwach i różnią się jedynie tym, że to, co dla jednych jest białe, dla drugich musi być czarne. Jednak i władze w Pekinie, i tybetańscy nacjonaliści zgodnie zamazują, a najchętniej w ogóle przemilczają, jedną kwestię – w zenicie rewolucji kulturalnej setki tysięcy Tybetańczyków rozniosły w strzępy czczone od wieków klasztory, odrzuciły własną wiarę i stały się żarliwymi wyznawcami Wielkiego Chińskiego Okupanta, Mao Zedonga. Partia komunistyczna traktuje ten epizod jako element katastrofy społecznej, którą sama zainicjowała, następnie się jej wyparła, a dziś ma nadzieję, że wszyscy o niej wkrótce zapomną. W tybetańskich uczestnikach wspomnienie hekatomby wywołuje palący wstyd, nie lubią więc o niej mówić lub uciekają się do egzorcyzmu wykrętów o działaniu „pod przymusem” Hanów. Natomiast zagraniczni krytycy po prostu odmawiają przyjęcia do wiadomości, iż takie wydarzenia miały miejsce, ponieważ nie mieści się im w głowach, że Tybetańczycy, ochoczo i świadomie, mogli się dopuścić podobnych czynów. Niemniej głębsza refleksja i staranna analiza owej traumy powinny rzucić światło na uwarunkowania kulturowe niespokojnego Płaskowyżu.
źródło: HFPCz więcej informacji: Teksty. Z perspektywy Chińczyków













