Tybet nie istnieje, Tybet istnieje
Phayul [wtorek, 29 stycznia, 2008, 12:53]
Blog Woeser, 19 listopada, 2007
Przesłane przez Dreaming Lhasa, info@dreaminglhasa.com
Kilka godzin temu wybrałam się z trójką przyjaciół do kina na ‘Dreaming Lhasa’, film z 2005 roku, w reżyserii Tenzina Sonama i Ritu Sarin. Tenzin Sonam jest potomkiem członka Tybetańskiej Grupy Oporu znanej jako ‘Cztery Rzeki Pięć Łańcuchów Górskich’ (Chushi Gangdruk), który brawurowo uciekł z Tybetu w 1959 roku. Urodził się w Darjeelingu i miał okazję odwiedzić Tybet. Ritu Sarin jest jego żoną i jest Hinduską. Film wyraziście przekazuje intensywne uczucia głębokiego cierpienia i bólu doświadczane przez Tybetańczyków na wygnaniu przez ostatnich 48 lat i pozwala widzom poczuć te emocje w ich własnych sercach. To na skutek tego, co zdarzyło się wczoraj, rzeczy zdarzają się dzisiaj i będą zdarzać się jutro. Jeśli chodzi o mnie, to nie wiem, co zdarzy się jutro. Ale Dhondup (jeden z bohaterów filmu), który spędził 4 lata w więzieniu w Lhasie, wpatrywał się w chmury przepływające na niebie nad Dharamsalą i powiedział: „Nieważne jaka jest Lhasa i nieważne, czy są tam Chińczycy, czy też nie, jestem zdecydowany tam wrócić.” Kiedy to usłyszałem, łzy popłynęły po mojej twarzy.
Spośród trójki przyjaciół, którzy oglądali film wraz ze mną, D jest Tybetanką. Podobnie jak Tenzin Sonam, urodziła się na obczyźnie. Podczas filmu to ona przetłumaczyła dla mnie szeptem kilka linijek angielskiego. L i G są kochającą się chińską parą, obydwoje z tytułami doktorskimi z uniwersytetu w Pekinie. Dobrze ich znam i lubię oglądać z nimi filmy. Być może L miał rację mówiąc na zakończenie filmu, że reakcje nas wszystkich były bardzo złożone. Doskonale zrozumiałem jego słowa, i było to możliwe tylko dlatego, że sama doświadczyłam tych samych uczuć, w moim sercu poczułam mnóstwo często przeciwstawnych sobie, silnych emocji. W końcu od roku 1950 do teraz, zarówno naród i kraj, jak i pojedyncze jednostki, takie jak ty czy ja, byliśmy wplątani w tak wiele trudnych sytuacji, ponieśliśmy tak wiele strat i doświadczyliśmy tak dużo bólu. Jak zatem mogłoby być możliwe dla nas nie mieć różnorodnych, pogmatwanych i trudnych do nazwania emocji lub problemów z ich wyrażaniem?
Później, po powrocie do naszych mieszkań, D i ja kontynuowaliśmy przez Internet naszą rozmowę o filmie. Zupełnie tak samo jak Tybetańczycy z filmu, którzy zgromadzili się w Lhasie, D pochodzi z Wielkiej Brytanii, a ja z Lhasy, lecz nasze wspólne oglądanie filmu miało jeszcze bardziej szczególne znaczenie, ponieważ z małego zakątka w Pekinie próbowaliśmy zrozumieć amerykańskich Tybetańczyków w Dharamsali, indyjskich Tybetańczyków i lhaskich Tybetańczyków, którzy wszyscy są Tybetańczykami na uchodźstwie. Chociaż D dość słabo mówi po chińsku, zna już i potrafi napisać wiele chińskich znaków. Naprawdę ją podziwiam za nauczenie się chińskiego w ciągu jednego zaledwie roku. D powiedziała mi, że tłumaczenie tytułu filmu nie było zbyt trafne. Powiedziała: „W przekładzie angielskim tytuł filmu oznacza, że Lhasa jest snem. To bardzo ważne, żeby zrozumieć tę różnicę.” Kiedy ją zapytałam z jakiego powodu, wystukała na klawiaturze i przesłała mi następujące chińskie znaki: „Każdy ma swoją wersję Lhasy. W szczególności, jakkolwiek większość Tybetańczyków na uchodźstwie nigdy nie była w Chinach, wszyscy oni od dzieciństwa ciągle rozmawiali o Lhasie. Ale skąd oni mogą wiedzieć jakim rodzajem miejsca jest Lhasa? Tak więc jest ona zupełnie jak sen… pomimo że ten film jest o Tybecie, Tybet nie pojawia się w nim ani razu. Nie ma Tybetu!”
Tybet nie istnieje! Ale wszyscy wiedzą, że Tybet istnieje. To właśnie dokładnie z tego powodu, że czujemy, że Tybet nie istnieje lub/i istnieje, staliśmy się sobie tak bliscy. Ciągle mamy nasz sen.
Chciałam napisać kilka słów na temat filmu w swoim blogu, więc wpisałam tytuł filmu w Google. Najpierw wpisałam ‘Dreaming Lhasa’ i udało mi się znaleźć plakat. Karma, która dorastała w Ameryce, wygląda pięknie i modnie, ale w jej oczach jest także ból i cierpienie związane z życiem na wygnaniu. Dhondup, który uciekł z Lhasy do Dharamsali, żeby wypełnić obietnicę, jest przez cały film ubrany w kiepskiej jakości garnitur, a na plakacie jest schowany wśród śnieżnych gór i szczytów. A w srebrnym talizmanie /Gawu/, przed którym wielu ludzi biłoby pokłony jak tylko by go ujrzało, szczupła twarz Jego Świątobliwości jest wyrzeźbiona w sercach tych Tybetańczyków, którzy nie byli w stanie uciec i muszą żyć w Tybecie.
Potem, gdy wpisałam w wyszukiwarkę ‘Dreaming Lhasa’ po chińsku, pojawiło się kilka pozycji, z których większość była reklamami wycieczki pod nazwą ‘Dreaming Lhasa’ sponsorowanej przez biura podróży z różnych części Chin.
*Woeser jest tybetańską pisarką piszącą po chińsku. Znajduje się ona obecnie na dobrowolnym wygnaniu w Pekinie, po tym jak chińskie władze komunistyczne pozbawiły ją pracy, mieszkania i swobody poruszania się w odwecie za jej wrażliwe politycznie teksty opisujące realistycznie życie w Tybecie. Została niedawno nagrodzona medalem wolności słowa przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Tybetańskich z siedzibą w Dharamsali i wybrana zwyciężczynią nagrody wolności wypowiedzi Unii Autorów Norweskich /Norwegian Authors Union freedom of expression prize/, której ceremonia wręczenia odbędzie się w Oslo 28 marca 2008 w czasie Corocznego Zjazdu Unii Autorów.
tłum. J.
źródło: phayul.com











