Owoce przyspieszonego rozwoju
Andrew Martin Fischer
Dr Andrew Martin Fisher, prowadzi badania poświęcone zagadnieniom rozwoju społeczno-gospodarczego w Tybecie
Bez względu na to, jak bardzo Pekin stara się ocalić swój wizerunek w oczach międzynarodowej opinii publicznej, jak również przekonać opinię publiczną we własnym kraju, lansowany przez chińską propagandę mit, że sytuacja w Tybecie jest opanowana, czy to siłowo, czy też za pomocą środków ekonomicznych, legł w gruzach. Międzynarodowe media potraktowały obecny kryzys w Tybecie tak, jakby zdarzył się on nagle, prawie niespodziewanie, bez żadnych znaków ostrzegawczych. Tak więc, wiele osób pyta, „Jak to się stało?”, „Dlaczego teraz?”. Niestety wielu z nas, którzy zajmują się badaniem Tybetu od wielu lat i regularnie odwiedzają ten region, już od dawna przewidywało obecne wydarzenia.
Od połowy lat dziewięćdziesiątych Pekin powoduje nasilenie napięć i konfliktów w rejonach tybetańskich, poprzez wprowadzenie tzw. strategii „zachodniego rozwoju”. Strategie te zawierają: zdecydowany nacisk na przyspieszony rozwój przy pomocy ogromnych dotacji i wielkiej ilości dotowanych inwestycji przekazywanych przez chińskie korporacje ulokowane poza rejonami tybetańskimi; otwartą politykę imigracyjną; brak ochrony lokalnego tybetańskiego rynku pracy pomimo poważnego opóźnienia w dziedzinie edukacji i słabości oraz ogromnego niedoinwestowania infrastruktury edukacyjnej w porównaniu do reszty Chin; program asymilacyjny w ramach polityki edukacyjnej.
Krótko mówiąc, sam sposób, w jaki Pekin próbuje rozwiązać „Problem tybetański” poprzez siłę dynamiki gwałtownego rozwoju, powoduje w istocie wzmocnienie podstawowych napięć politycznych i socjalnych z powodu marginalizacji Tybetańczyków w obliczu takiego rozwoju.
Innymi słowy, Pekin próbuje nas przekonać, że bardzo niewielka poprawa warunków materialnych przeciętnego Tybetańczyka, w jakiś sposób rozgrzesza władze chińskie ze wszystkich popełnionych uprzednio grzechów. Jednakże bezmyślne powtarzanie, jak jakiegoś zaklęcia, wskaźników statystycznych, niewiele nam mówi o możliwości kontrolowania przez ludzi własnego życia w kontekście dramatycznych przemian społecznych i ekonomicznych kryjących się za tymi statystykami. Mówią nam one niewiele o prawie do samookreślenia. Mówią nam one niewiele o pozbawieniu praw i możliwości kształtowania własnego życia. Mówią nam one niewiele o tym, dlaczego ludzie mogą stawać coraz mniej zadowolonymi wśród wzrastającego średniego poziomu dobrobytu.
Podstawowe polityczne i społeczne napięcia są niewątpliwie związane z faktem, że Tybet – cały Tybet, a nie tylko Tybetański Region Autonomiczny – jest terytorium okupowanym.
Odkładając na bok spory dotyczące historii politycznej, tereny tybetańskie są rządzone przez nie-Tybetańczyków, oraz rządy te są sprawowane bardziej przy użyciu siły, niż za zgodą społeczną. Było tak zarówno w maoistycznej przeszłości, jak i jest nadal w obecnych „Nowych Chinach”. Jest to problem, który nie zniknie tylko na skutek uporczywych zapewnień Chińczyków, że Tybetańczycy są w istocie Chińczykami (tj. obywatelami Chin).
Co więcej, obecne tendencje w polityce chińskiej wobec Tybetu jedynie gwałtownie zaogniają to fundamentalne źródło konfliktów.
Najważniejszą z nich i mającą zasadnicze znaczenie, jest strategia przyśpieszonego „rozwoju” Tybetu poprzez ogromne dotacje i dotowane inwestycje. Jednym z przykładów takich działań jest niedawno zbudowana linia kolejowa. Strategia ta spowodowała gwałtowny wzrost nierówności społecznej, w znacznie większym stopniu niż można to zaobserwować gdziekolwiek bądź indziej w Chinach, gdzie wzrost nierówności społecznej również budzi już ogromny niepokój. Wzrost nierówności społecznej ma miejsce nie tylko pomiędzy terenami miejskimi a wiejskimi, lecz również w obrębie samych terenów miejskich, zaprzeczając powierzchownym argumentom, że nierówności etniczne są po prostu odbiciem ubóstwa wsi.
Dotacje są przekazywane głównie poprzez chińskie przedsiębiorstwa mające swoją siedzibę poza Tybetem, lub przez sam rząd, na skutek czego powstaje struktura ekonomiczna wynagradzająca niewielką grupę ludzi należących do najwyższej klasy społecznej, przede wszystkim w miastach. Ta najwyższa klasa, w skład której wchodzi niewielki procent Tybetańczyków, faworyzuje tych, którzy są odpowiednio usytuowani, aby uzyskać dostęp do strumienia przepływającego przez region bogactwa. Pomoc taką określiłem mianem – „pomocy bumeranga”, ponieważ często pozbawia ona agencję tych, do których w założeniu miała trafić.
Wspomniane wyżej strategie skutkują ogromnymi dysproporcjami w dostępie do dobrodziejstw wynikających z przyspieszonego rozwoju, w zależności od czynników etnicznych, kulturowych, a nawet lingwistycznych. Ci, którzy na nim korzystają mówią znakomicie po chińsku, mają dobre kontakty z ekonomicznymi i politycznymi ośrodkami w Chinach oraz czują się znakomicie w chińskiej kulturze pracy. Jednakże zaledwie 15% populacji tybetańskiej ukończyło jakąkolwiek formę edukacji na poziomie szkoły średniej, a co za tym idzie osiągnęło jakąś biegłości w posługiwaniu się językiem chińskim, wziąwszy pod uwagę fakt, że nauka języka chińskiego rozpoczyna się dopiero w szkole średniej. W rezultacie pozostałych 85% jest bardzo słabo przygotowanych do wzięcia udziału w miejskim boomie gospodarczym.
Druga często przytaczana tendencja – imigracja nie-Tybetańczyków (głównie Chińczyków Han) do Tybetu, jest bezpośrednim rezultatem pierwszej. Połączenie kolejowe zwiększyło liczbę imigrantów, jednakże przyjeżdżają oni głównie z powodu subwencji, nie zaś z powodu istnienia infrastruktury kolejowej. Przybywają oni do Lhasy, ponieważ mogą osiągnąć ogromne zyski w warunkach nienaturalnego, wywołanego dotacjami wzrostu gospodarczego, a nie dlatego, że mogą wygodniej tutaj dojechać. Tendencja ta jest przedmiotem zażartych dyskusji, jednakże jest ona zjawiskiem typowo miejskim i jej znaczenie może być zrozumiane jedynie w szerszym kontekście polityki gospodarczej.
Trzecia tendencja polega na odejściu od większości działających poprzednio mechanizmów ochrony lokalnego rynku pracy w kontekście omawianego wyżej napływu imigrantów.
Jest ona szczególnie ważna, ponieważ dotyka aspiracji wielu relatywnie dobrze wyedukowanych mieszkających w miastach młodych Tybetańczyków. Jednym z przykładów może być odejście od polityki gwarancji zatrudnienia dla wszystkich miejscowych absolwentów szkół wyższych i uniwersytetów. Podobnie jak wszędzie indziej w Chinach stary system został zastąpiony konkursami na upragnione przez wielu ludzi stanowiska w sektorze państwowym, i podobnie jak w Chinach konkursy te będące rodzajem egzaminu, przeprowadzane są w języku chińskim. W rezultacie nawet relatywnie dobrze wykształceni Tybetańczycy są pokonywani przez chińskich imigrantów, również imigrantów z chińskich terenów wiejskich.
Zmiany te pozwalają zatem zrozumieć dlaczego szczególnie młodzi Tybetańczycy czują się tak bardzo zrażeni do obecnego wzrostu gospodarczego. Na przykład w 2006-tym roku odbyła się wielka demonstracja absolwentów uniwersytetu w Lhasie z powodu faktu, że na 100 posad zaoferowanych przez rząd na drodze otwartych konkursów, tylko dwie otrzymali rdzenni Tybetańczycy. Odpowiedzią władz na tę sytuację była deklaracja wiary w siłę rynku, która prawdopodobnie zakłopotałaby nawet samego Miltona Friedmana.
Czwartą tendencją jest zacieśnienie politycznej kontroli w odpowiedzi na nasilające się napięcia. Dotyczy to szczególnie tybetańskich rejonów Syczuanu, gdzie nasilająca się przez ostatnich kilkanaście lat nacjonalistyczna agitacja, była źródłem niepokoju, zarówno władz w Czengdu – stolicy Syczuanu, jak i w Pekinie. Przywódców politycznych na różnych stopniach struktur administracji wymieniono na polityków twardogłowych i przyjęto bardziej represyjne strategie politycznej kontroli.
W tym kontekście protesty były całkowicie naturalną reakcją, absolutnie bezprecedensowa jest natomiast długość ich trwania. To, że piątego dnia w Lhasie przybrały one formę agresywną, wydaje się być równie naturalną, powszechną reakcją na surowość represji zastosowanych przez służby bezpieczeństwa wobec pokojowych protestów mających miejsce w ciągu poprzedzających czterech dni.
Czy są jakieś nadzieje na przyszłość? Reakcja międzynarodowa jest bardzo stonowana i jest niewiele nadziei na więcej, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że większość rządów uznała Tybet za część Chin, a więc tym samym za wewnętrzną sprawę chińską. Rozwiązanie musi zatem pojawić się w samym ośrodku władzy – Pekinie.
Istnieją dwie możliwości. Po pierwsze, Rząd Centralny może kontynuować obecne strategie przyspieszonego rozwoju i asymilacji, które w poważnym stopniu dyskryminują, pozbawiają podstawowych praw i alienują ogromną większość Tybetańczyków, w tym wielu Tybetańczyków należących do elit.
Lub przeciwnie, możliwe, że po okresie surowości i prób zachowania twarzy, Rząd Centralny skorzysta z okazji na krytyczne przebadanie swojej dominującej w ciągu ostatnich dwudziestu lat strategii wobec Tybetu. Uznawszy ją za porażkę w aspekcie osiągnięcia harmonii i stabilizacji, władza mogłaby następnie przyjąć nową strategię, która uwzględniałaby specyfikę kultury tybetańskiej i chroniła lokalny rynek pracy w obliczu nierówności i gwałtownych przemian. Strategia taka musiałaby być skoordynowana z nową polityką w dziedzinie edukacji, która powinna odbywać się w języku tybetańskim.
Takie jest główne znaczenie autonomii. Autonomia nie musi wcale zagrażać władzy Pekinu. W rzeczywistości już istniejące uregulowania prawne dotyczące mniejszości narodowych w Chinach, pozwalają na wiele z wymienionych wcześniej zmian bez wprowadzania jakichkolwiek modyfikacji do konstytucji lub systemu prawnego. Na przykład obecne prawo pozwala na warunek, że pracownicy sektora państwowego pracujący w rejonach zamieszkałych przez mniejszości narodowe muszą wykazać się pewnym stopniem biegłości w posługiwaniu się językiem danej mniejszości. Dałoby to natychmiast dużą konkurencyjną przewagę rdzennym Tybetańczykom nad nie-tybetańskimi imigrantami oraz wzmocniłoby poparcie dla systemu szkolnictwa z tybetańskim językiem wykładowym. Strategia taka w znacznym stopniu odpowiadałaby bezpośrednio na dużą część poczucia żalu i niezadowolenia leżących u podłoża obecnych protestów.
W istocie, na niektóre z tych zmian politycznych wyrażono zgodę we wczesnym okresie reform w latach 80-tych i zostały one wypróbowane i przetestowane w różnych rejonach Tybetu. Jednakże demonstracje tybetańskie i Tiananmen w 1989 położyły kres takim eksperymentom i przyniosły powrót twardogłowych z ich programem asymilacyjnym, tym razem bardziej pod postacią rynkowego socjalizmu, niż maoizmu.
Cynicy często sugerują, że Pekin zaprojektował swoją politykę w sposób celowy, tak aby zmarginalizować Tybetańczyków i wchłonąć ich do „Ojczyzny” na sposób podporządkowujący, a nawet rasistowski, być może podobnie jak Stany Zjednoczone, Kanada i Australia poradziły sobie z tubylczą ludnością na własnych terenach w XIX i XX wieku. Być może, lecz niektórzy z nas wciąż jeszcze mają nadzieję, że w socjalistycznym przebraniu Chińskiej Partii Komunistycznej może się zawierać element humanizmu. Czy też król rzeczywiście jest nagi?
Marzec 2008
Dr.Fischer, wykładowca w London School of Economics, jest autorem „State Growth and Social Exclusion In Tibet: Challenges of Recent Economic Growth” (Nordic Institute of Asian Studies Press, 2005).
źródło: www.feer.com













