Dalsze protesty, masowe aresztowania oraz nowe żądania potępienia Dalajlamy wraz z nasilającymi się akcjami odwetowymi
International Campaign for Tibet, 3 kwietnia 2008
w powiatowym mieście Machu (chiń.: Maqu) w Kanlho, Tybetańska Prefektura Autonomiczna, Gansu (Amdo), w dniu 16.03.2008. Relacje mówią o 19 zabitych w wyniku policyjnej akcji skierowanej przeciwko protestującym.
fot. ICT
W Tybecie w ostatnich dniach miały miejsce dalsze protesty będące reakcją na intensyfikację akcji na wyżynie, a skutkujące masowymi zatrzymaniami w różnych regionach oraz otoczeniem niektórych klasztorów przez oddziały armii. Odnośnie do niektórych regionów, włącznie z Kardze w prowincji Syczuan (Kham) oraz Lhasą w Tybetańskim Regionie Autonomicznym (TAR), istnieją dowody świadczące o użyciu przez władze prowokacji w celu wywołania dalszych zamieszek i pogłębienia frustracji przez zmuszanie ludności lokalnej do podpisywania oświadczeń potępiających Dalajlamę. Według wiarygodnych źródeł, do których dotarło ICT, w niektórych wiejskich regionach Wschodniego Tybetu wielu Tybetańczyków uciekło z wiosek lub obozów nomadów ukrywając się w innych miejscach dla uniknięcia aresztowania.
W pewnych regionach, takich jak powiat Pashoe w Chamdo w Tybetańskim Regionie Autonomicznym oraz w okolicach klasztoru Wara w powiecie Jomda, Chamdo, lokalni lamowie oraz mnisi interweniowali usiłując zapobiec eskalacji zamieszek. Władze w dalszym ciągu próbują blokować wychodzenie informacji do świata zewnętrznego wybierając za swój cel Tybetańczyków posiadających telefony komórkowe – jedno ze źródeł mówi o zatrzymaniu Tybetańczyka za otrzymywanie przez niego wiadomości tekstowych od rodziny.
Protesty Tybetańczyków zostały odnotowane w przynajmniej 42 miejscach na poziomie powiatów, jak również w Chengdu (stolica prowincji Syczuan), Lanzhou (stolica prowincji Gansu) oraz w Pekinie. Protesty pojawiły się również w wielu różnych klasztorach, miasteczkach i wioskach w kilku pojedynczych powiatach. Około trzech czwartych miejsc na poziomie powiatów znajduje się na tybetańskich terenach prowicji Qinghai, Syczuan, lub Gansu, tj. poza granicami Tybetańskiego Regionu Autonomicznego (patrz mapka protestów Tybetańczyków na stronie www. savetibet.org)
Masowe zatrzymania w klasztorach oraz na terenach wiejskich
Według relacji przekazanych ICT przez Tybetańczyków przebywających na uchodźstwie jak również pochodzących z innych źródeł, kilkaset osób z klasztoru Kirti w Tybetańskiej Prefekturze Autonomicznej Ngaba (chiń.: Aba) w Syczuanie, jak i z jego okolic zostało aresztowanych w następstwie brutalnej akcji odwetowej za protesty wspierające Dalajlamę oraz za spalenie i splądrowanie lokalnego posterunku policji. Źródła donoszą, iż mnisi z klasztoru Kirti oraz położonego w pobliżu klasztoru Gormang zostali zatrzymani; niektórym z nich udało się jednak uciec, by uniknąć aresztowania. Jedno ze źródeł informuje o aresztowaniu „trzech do czterech transportów autobusowych” z mnichami z klasztoru Kirti w dniu 29 marca jako elementu zwiększania środków bezpieczeństwa w regionie. Według jeszcze innego źródła mnich z klasztoru Kirti popełnił samobójstwo po protestach, jakie miały miejsce 16 marca.
Władze ponadto wybierają sobie na cel osoby w regionie posiadające telefony komórkowe, które podejrzewają o wysyłanie informacji dotyczących protestów oraz akcji kierowanych przeciwko protestującym. Po tym jak wojsko rozproszyło protestujących w Kirti 16 marca, do Tybetańczyków przebywających na uchodźstwie wysłano fotografie niektórych zabitych Tybetańczyków, które następnie krążyły w internecie. Źródła mówią o przynajmniej ośmiu zabitych Tybetańczykach, którzy zginęli po tym jak policja otworzyła ogień do protestujących, wśród których byli mnisi oraz osoby świeckie jak również uczniowie z pobliskiej szkoły średniej. Znane są nazwiska dwóch osób, które wówczas zginęły; są to Lobsang Tashi, mnich z wioski Thawo, oraz Tsezen, osoba świecka z wioski Thachung.
Źródło zbliżone do społeczności klasztornej w regionie powiedziało ICT, że 16 marca „Wielu Tybetańczyków […] zostało postrzelonych w strzelaninie, jednakże odniósłszy rany nie mogą udać się szpitala, ponieważ nie chcą, by władze dowiedziały się kim są. Na ulicach wybuchły zamieszki, samochody były palone oraz wywracane do góry w proteście.”
W pobliskim klasztorze Ragya (powiat Machen, Golog TAP, Qinghai) w niedzielę 16 marca ludność lokalna odprawiła pudżę (ceremonia modlitewna) za tych, którzy zginęli w klasztorze Kirti. Według przynajmniej jednego wiarygodnego źródła policja otoczyła klasztor oraz zarządzała od starszych mnichów przerwania ceremonii religijnej, w przeciwnym wypadku zagroziła użyciem siły. Lamowie poprosili mnichów o przerwanie ceremonii.
Według tybetańskich źródeł na uchodźstwie 28 marca uzbrojone oddziały policji przeszukiwały pokoje mnichów w klasztorze Dege w Kardze szukając fotografii Dalajlamy oraz innych materiałów, a następnie zamknęły klasztor, więziąc niektórych mnichów w jego wnętrzu. Niepotwierdzone doniesienia mówią o aresztowaniu wielu mnichów z klasztoru Dege.
Starszy lama z klasztoru Wara w powiecie Jomda, Chamdo, przekonywał mnichów i osoby świeckie do zaprzestania protestów w dniu 31 marca, jak donoszą wiarygodne źródła. Tłum zgromadził się po sprzeczce młodych Tybetańczyków z chińskimi właścicielami sklepów, co doprowadziło do przyłączenia się mnichów z klasztoru do okolicznych osób świeckich w proteście, podczas którego wzywano Dalajlamę do powrotu do Tybetu. Choć lamie udało się jakoby uspokoić sytuację, to obecnie wzmożono środki bezpieczeństwa w mieście.
Podobnie, według jednego ze źródeł, lokalny opat interweniował w celu powstrzymania protestów, jakie wybuchły w wyniku zatrzymania Tybetańczyka za rozwieszanie plakatów wzywających Dalajlamę do powrotu. Sytuacja ta miała miejsce w powiecie Pashoe, w prefekturze Chamdo w Tybetańskim Regionie Autonomicznym.
Wiadomo, że wielu Tybetańczyków mieszkających w Tybecie jest rozżalonych możliwością „ustąpienia” Dalajlamy, jeśli akty przemocy będą nadal trwały, o czym mówił on podczas swojego wystąpienia z dnia 18 marca. Większość z protestów, jakie miały miejsce na wyżynie od 19 marca, miała zdecydowanie charakter pokojowy.
Strach na wsi tybetańskiej w wyniku intensyfikacji akcji odwetowych
Źródła na uchodźstwie pozostając w bliskim kontakcie z Tybetańczykami w Tybecie donoszą o licznych zatrzymanych oraz wzrastających trudnościach z otrzymaniem jakichkolwiek informacji dotyczących bezpieczeństwa rodzin i przyjaciół pozostających w Tybecie, po tym jak władze zaostrzyły akcje wymierzone w protestujących. W następstwie protestów, które miały miejsce w powiatowym mieście Machu (chiń.: Maqu) w Kanlho, TAP w prowicji Gansu, policja chodzi od drzwi do drzwi przeszukując domy i zabierając Tybetańczyków w nieznane miejsca. Tybetańczyk mieszkający w tym regionie powiedział: „Nikt nie wie dokąd ich zabierają. W niektórych okolicach wszyscy mężczyźni uciekli w góry, by uniknąć aresztowania. Wszędzie panuje przerażający strach.” Jeszcze inne źródło tybetańskie mówi, iż w wiosce Bora, w powiecie Sangchu, w prowincji Gansu „chińskie siły bezpieczeństwa wzmagają naciski na ludność lokalną, by wydała uczestników protestów z 18 marca. W okolicy mnożą się w ostatnich dniach ogłoszenia wzywające do poddania się, lecz nomadzi boją się poddać, gdyż są przekonani, że każe im się podpisywać listy potępiające Dalajlamę.”
W regionie Kardze (chin. Ganzi) władze próbują podobno wzmocnić kampanię zmuszającą miejscową ludność do potępienia Dalajlamy. W pewnym mieście powiatu Drango (chiń.: Luhuo), lokalna ludność i mnisi starła się z grupą, która domagała się od nich podpisania dokumentu potępiającego Dalajlamę. Ponad dziesięciu mnichów, według źródeł, zostało pobitych i aresztowanych, zaś w miasteczku rozmieszczono setki żołnierzy. Jedno ze źródeł tybetańskich na uchodźstwie mające kontakty w regionie powiedziało ICT:
„Nikt nie chce podpisać dokumentów potępiających Dalajlamy, co może doprowadzić do kolejnych krwawych zamieszek”.
Kiedy zamieszki wybuchły na płaskowyżu, wiadomości docierały na Zachód bezpośrednio od źródeł tybetańskich uczestniczących w protestach lub będących ich świadkami. Radio Free Asia (serwis Tybetański) z siedzibą w Waszyngtonie usłyszało od jednego ze źródeł w Amdo na tle okrzyków z demonstracji z 20 marca: ”W regionie Tseko w Amdo mnisi kontynuują pokojowe demonstracje. Około 2 tysięcy Tybetańczyków, mnichów i osób świeckich, uczestniczy w protestach. Protestujący wzywają chińskie władze do pokojowego dialogu z Dalajlamą i rozwiązania problemów tybetańskich w sposób pokojowy. Domagają się prawdziwej autonomii w rejonie całego Tybetu. Ponadto domagają się także udzielenia Dalajlamie pozwolenia na przyjazd do Amdo. W tej chwili nie ma jeszcze służb bezpieczeństwa w regionie, ale wiemy, że nadchodzą. Nie jesteśmy wolni. Protestujemy tuż naprzeciwko rządowych biur. Jest nas około dwóch tysięcy i protestujemy w sposób pokojowy”.
(http://www.rfa.org/english/news/politics/2008/03/15/tibet_interviews/)
„Ptak wystraszony dźwiękiem cięciwy”
W Lhasie, wszystkie jednostki pracy musiały napisać oświadczenia potępiające zamieszki i protesty w mieście, a w szczególności potępić „klikę Dalaja” i wesprzeć politykę rządową w TAR – działania te najprawdopodobniej wywołają jeszcze większą niechęć do władz.
Delegacja seniorów partii oraz wysokich urzędników rządowych złożyła pierwszą od wybuchu zamieszek wizytę w Lhasie w dniach 23-24 marca; na jej czele stał Minister Bezpieczeństwa Publicznego Meng Jianzhu. Meng powiedział komitetom zarządzającym w Drepungu, Serze i Dżokhangu „że Dalajlama nie jest prawdziwym wyznawcą buddyzmu” , i że partia „wzmocni patriotyczną edukację” w klasztorach.
Na każdym skrzyżowaniu głównych dróg zostały ustawione wojskowe posterunki kontrolne.
Według ostatnich trzech doniesień, w ciągu trwania wizyt zachodnich mediów i misji dyplomatycznych w Lhasie w ostatnim tygodniu, wojskowy sprzęt i personel usunięto, tak aby nie był dla nich widoczny. Kiedy dyplomaci opuścili Lhasę około godziny 1 po południu w niedzielę (29 marca), wszystkie siły bezpieczeństwa wróciły w rejon Barkhoru.
Źródło w Lhasie piszące na anglojęzycznej stronie stwierdziło, że każdy w mieście stał się jak „ptak przestraszony dźwiękiem cięciwy”. Wiarygodne doniesienia otrzymane przez ICT i opublikowane przez RFA i Tybetański Rząd na Uchodźstwie mówią o tym, że protest, który miał miejsce w rejonie Barkhoru tego popołudnia, najprawdopodobniej zbiegł się w czasie z wizytą dyplomatów, choć wydaje się, że wydarzył się on już po ich wyjeździe. Naoczny świadek cytowany przez RFA mówił, że w proteście uczestniczyło ponad 80 osób.
Według doniesień z Lhasy, niektórzy Tybetańczycy zatrzymani w celu przesłuchania po 14 marca, zostali teraz uwolnieni z aresztu. Niektóre źródła mówią, że zatrzymani byli poddawani w areszcie intensywnym przesłuchaniom, a także ciężko bici; odmawiano im ponadto jedzenia i wody. Część rodzin nie ma żadnych wieści o miejscu pobytu ich krewnych i przyjaciół, po tym jak zostali oni zabrani.
Zalecenia ICT:
– ICT wzywa rząd chiński do przestrzegania zobowiązań konstytucji chińskiej dotyczących wolności słowa i zgromadzeń oraz nie traktowania pokojowych protestów jako przestępstwa. Powinno się pozwolić dyplomatom oraz międzynarodowym obserwatorom wziąć udział w procesach Tybetańczyków oskarżonych o popełnienie przestępstw związanych z protestami.
– Rządy państw powinny wezwać Pekin do bezzwłocznego sporządzenia raportu nt. osób zaginionych oraz zabitych wraz z podaniem ich nazwisk i miejsca pobytu oraz zapewnieniem, że osoby przetrzymywane będą sądzone zgodnie z międzynarodowymi standardami rzetelnego procesu i praworządności.
– Kompetentni przywódcy wyższego szczebla z ramienia rządu ChRL powinni spotkać się z Dalajlamą lub jego przedstawicielami celem podjęcia oficjalnego dialogu skutkującego rzeczywistymi wynikami.














