Protestującym w Tybecie odmówiono uczciwego procesu
Human Rights Watch
Posiedzenie sądu
Skazani w sekrecie po tym, jak partia zarządziła „szybkie przesłuchania”
Procesy 30 Tybetańczyków, oskarżonych o uczestnictwo w brutalnych protestach 14 marca w Lhasie, toczyły się za zamkniętymi drzwiami wbrew temu, co twierdził chiński rząd i nie spełniały minimalnych standardów międzynarodowych – zakomunikowało dzisiaj Human Rights Watch.
29 kwietnia 2008 ludowy sąd specjalnej instancji w Lhasie, stolicy Tybetańskiego Regionu Autonomicznego, przeprowadził „zbiorowy proces” (xuanpan dahui), podczas którego ogłoszono wyroki na Tybetańczyków, od trzech lat pozbawienia wolności aż po dożywocie. Relacje oficjalnej chińskiej agencji informacyjnej Xinhua charakteryzowały całą procedurę jako jawne posiedzenie sądu. Jednak faktyczne czynności procesowe, podczas których oskarżenie przedstawiło obciążające dowody, były przeprowadzone w sekrecie we wcześniejszych, nieznanych terminach kwietniowych.
„Winni, czy nie, ci Tybetańczycy (podobnie jak wszyscy inni oskarżeni w Chinach), mają prawo do uczciwego procesu” – powiedziała Sophie Richardson, dyrektorka adwokatury Human Rights Watch w Azji. „Zamiast tego urządzono im proces za zamkniętymi drzwiami na podstawie utajnionych dowodów, bez umożliwienia im realnej obrony przez wskazanych przez nich prawników.”
Human Rights Watch twierdzi, że poważne błędy popełnione przez regionalne władze podczas tybetańskich protestów uniemożliwiły uczciwe procesy ludzi podejrzanych o uczestnictwo w zamieszkach. Te błędy polegały między innymi na ciągłej niemożności ustalenia różnic pomiędzy pokojowymi protestami, a protestami z użyciem przemocy; oświadczenia prokuratury (Publicznego Oskarżenia) podczas aresztowania podejrzanych o uczestnictwo w protestach zakładały raczej ich winę niż niewinność, utajniono też protokoły z rozpraw sądowych. 17 marca 2008 Zhang Qinli sekretarz Komunistycznej Partii Tybetańskiego Regionu Autonomicznego zalecił „szybkie areszty, szybkie przesłuchania i szybkie wyroki” dla ludzi zaangażowanych w protesty, wydając tym samym polityczną dyrektywę zalecającą pozbawienie uczciwych i bezstronnych procesów sądowych.
Na dodatek skazanym 30 Tybetańczykom odmówiono prawa do wyboru własnych adwokatów. Wszyscy prawnicy, którzy publicznie zaoferowali obronę protestujących Tybetańczyków, zmuszeni zostali do wycofania się z pomocy, w momencie gdy władze sądownicze w Pekinie zagroziły zdyscyplinowaniem ich oraz zawieszaniem ich licencji prawniczych. Władze twierdziły, że sprawy protestujących Tybetańczyków były „nie zwykłymi sprawami, lecz sprawami niezwykle delikatnymi.” Rząd wyraźnie dał do zrozumienia, że nie zaakceptuje ich prawa do wyboru adwokata. W Chinach podejrzani są często zmuszani przez władze policyjne do zrzekania się praw do adwokata, bądź akceptacji wyznaczonego przez sąd obrońcy, który znajduje się pod skuteczna kontrolą sądu. W 142 stronicowym raporcie Human Rights Watch udokumentowało typowy wzorzec politycznej kontroli prawników, którzy podejmowali się spraw uważanych za delikatne przez rząd, bądź władze partyjne.
Human Rights Watch twierdzi, że wysiłki rządu, by zapobiec zaangażowaniu prawników w Lhasie, sugerują celową politykę sekretów i przemilczeń.
„Chińskie władze tak bardzo ograniczyły prawa do obrony, że przesłuchania straciły właściwie swój sens,” powiedziała Richardson. „To nie jest uczciwe i transparentne postępowanie sądowe, to wymierzanie politycznych kar, udające jedynie legalny proces.”
Human Rights Watch oznajmiło, że chiński rząd ma prawo prześladować i karać tych, którzy używają przemocy, lecz nie powinno się przy tym ograniczać ich praw procesowych. Human Rights Watch twierdzi, że upolityczniony charakter pierwszych wyroków spowodował silne obawy wobec przyszłych procesów. Duża liczba procesów sądowych Tybetańczyków oskarżanych o zaangażowanie w protesty w Tybecie ma się odbyć w najbliższych miesiącach.
tłum.: OM
źródło: hrw.org












