Jest mało prawdopodobne, aby to mnisi i mniszki rozpoczęli stosowanie przemocy w Tybecie
Dehai Tao
Dehai Tao, chińczyk mieszkający od 20 lat w USA, przedstawia w swoim artykule ciekawą i odważną odpowiedź na esej swojego rodaka Youxue Zhang, który zarzuca zachodnim mediom niesprawiedliwość w ocenie działań chińskiego rządu. Dehai Tao dochodzi do wniosku, że to chińskie władze, poprzez niestosowanie się do własnego prawa i niekompetencję, są odpowiedzialne za wybuch przemocy w Tybecie. Wyraża również liberalne stanowisko w kwestii ruchów niepodległościowych uznając, że każda mniejszość, również Tybetańczycy, powinna mieć prawo do pokojowego dążenia do niepodległości i, w domniemaniu, ogłoszenia secesji w wypadku pozytywnego rozstrzygnięcia referendum.
Jest mało prawdopodobne, aby to mnisi i mniszki rozpoczęli stosowanie przemocy w Tybecie
Jestem Chińczykiem i chciałbym skomentować esej, zatytułowany „Media są niesprawiedliwe wobec Chin” [blog.mlive.com/annarbornews_opinion/2008/05/media_coverage_on_tibet_unfair.html], który ukazał się 11 maja w dziale Inne Opinie gazety „The Ann Arbor News”, a którego autorem jest mój rodak Pan Youxue Zhang.
Zgadzam się z Panem Zhang, że każda przemoc skierowana przeciwko niewinnym ludziom powinna być potępiona. Niemniej jednak Pan Zhang w swoim artykule nie zadał sobie trudu, aby wyjaśnić co było przyczyną zamieszek z 14 Marca. Pomimo, że nie mamy pełnego obrazu sytuacji, nie ulega wątpliwości, nawet według chińskich mediów, że protesty rozpoczęły się 10 marca, czyli na cztery dni przed wybuchem przemocy. Ponieważ chiński rząd nigdy nie sugerował, że przed 14 marca ktokolwiek stosował przemoc, możemy założyć, że przez pierwsze cztery dni demonstracje przebiegały pokojowo. W takim wypadku należy postawić pytanie, kto jest odpowiedzialny za nieszczęśliwą zmianę biegu wydarzeń, która doprowadziła do śmierci niewinnych ludzi.
Jest wprost nie do pomyślenia, aby to mnisi i mniszki pierwsi użyli przemocy. Gdybym dyskutował z mistrzem olimpijskim w boksie, w żadnym wypadku nie dążyłbym do rozwiązania sporu za pomocą przemocy. Jest oczywiste, że sprowokowałbym wtedy bójkę. Dysproporcja siły między mną, a mistrzem olimpijskim w boksie jest porównywalna do dysproporcji między mnichami a chińskim rządem- nie ulega wątpliwości, że mnisi są pod każdym względem słabsi. Stąd możemy wywnioskować, że jako słabsza strona nie mieli oni żadnych intencji, aby trwające od 10 do 13 marca pokojowe demonstracje zakończyć wybuchem przemocy.
Bardzo prawdopodobny jest natomiast scenariusz, że to lokalne chińskie władze, nie mogąc znieść pokojowych demonstracji, użyły siły w celu ich zdławienia, co z kolei rozgniewało miejscowych Tybetańczyków. Należy tutaj zwrócić uwagę na fakt, że mnisi cieszą się wielkim szacunkiem w Tybecie. Zbyt agresywne zachowanie rządowych służb bezpieczeństwa mogło spowodować ogromne wzburzenie wśród Tybetańczyków. Nie usprawiedliwiam ich brutalnej reakcji. Niemniej jednak cały ten wybuch przemocy byłby do uniknięcia, gdyby chiński rząd stosował się do własnej konstytucji, w której zagwarantowana jest wolność wypowiedzi, a także gdyby właściwie zareagował na pokojowe demonstracje. W tym sensie odpowiedzialność za tą tragedię ponosi rząd Chin.
Oficjalnie, a przy tym ironicznie, Dalajlama oraz chiński rząd mają wspólną płaszczyznę porozumienia. Dalajlama wielokrotnie powtarzał, że nie dąży do niepodległości Tybetu, ale do zagwarantowania mu prawdziwej autonomii i wolności religijnej. Z kolei chiński rząd równie niezłomnie twierdzi, że jest w stanie negocjować każdą kwestię, jeśli tylko Dalajlama przestanie dążyć do niepodległości oraz, że Tybetańczycy już teraz cieszą się autonomią i wolnością religijną. Jest w takim wypadku niezrozumiałe, dlaczego nie mogą oni rozpocząć poważnych rozmów w celu wyjaśnienia kwestii spornych.
W mojej opinii podstawowe jest pytanie, czy można nazwać obecną „autonomię” rzeczywistą autonomią. Według obecnie obowiązującej chińskiej konstytucji mieszkańcy każdego regionu cieszą się autonomią, ponieważ lokalne władze są wybierane przez miejscowe społeczności i rząd centralny nic nie może na to poradzić. Oczywiście gdybym to powtórzył jakiemukolwiek Chińczykowi, powiedziałby mi, że sobie z niego żartuję. Niemniej jednak zgodnie z chińską konstytucją jest to prawda. Wynika z tego, że nasza konstytucja jest niepoważna. Gdybyśmy mieli być szczerzy, musielibyśmy przyznać, że rzekoma autonomia jest wierutnym kłamstwem. Jest to bezdyskusyjny fakt, któremu żaden uczciwy Chińczyk- włączając w to Prezydenta Hu Jintao – nie może zaprzeczyć.
Zastanówmy się teraz nad inną delikatną kwestią. Zakładając, że niektórzy Tybetańczycy rzeczywiście dążą w pokojowy sposób do niepodległości, to czy daje to prawo chińskiemu rządowi, aby ich prześladować? Jeśli dobrze rozumiem sens artykułu pana Zhang, odpowiedź brzmi tak, ponieważ dokładnie taki sam był powód wybuchu Wojny Secesyjnej w Stanach Zjednoczonych.
Według mojej ograniczonej wiedzy na temat amerykańskiej Wojny Secesyjnej, nie rozpoczęła się ona dopóki to Południe nie rozpoczęło działań zbrojnych. Niemniej jednak wiemy dzisiaj, że zarówno mieszkańcy prowincji Quebec w Kanadzie, jak i Puerto Rico w Stanach Zjednoczonych organizują od czasu do czasu referenda w sprawie ewentualnej secesji. Mimo to ani rząd Kanady, ani USA nie posunął się do tego, aby dławić przemocą ruchy niepodległościowe.
Wierzę, że nic by się nie stało, gdybyśmy razem z Panem Zhang zawiązali Stowarzyszenie Wolnego Michigan i organizowali co roku 4 Lipca pokojowe demonstracje na rzecz uzyskania niepodległości przez stan Michigan.
Dlaczego więc mielibyśmy ślepo popierać chiński rząd, kiedy brutalnie zwalcza jakiekolwiek przejawy ruchów niepodległościowych?
Zachodnie media mają wiele problemów. Niektóre są zbyt liberalne, inne zbyt konserwatywne. Niektóre są prochińskie, inne antychińskie. Ich raporty są tendencyjne, lub nawet fałszywe. Ale nie ulega jednak wątpliwości, że „The Ann Arbor News” są częścią zachodnich mediów, a mimo to wydrukowały artykuł Pana Zhang, który krytykuje zachodnie media. Jestem przekonany, że mój artykuł nigdy nie będzie opublikowany na łamach jakiegokolwiek medium w Chinach. Które media są w takim razie tendencyjne i niesprawiedliwe?
Podsumowując, wolę wolne media, nawet jeśli są tendencyjne, niż media kontrolowane przez rząd. W tym znaczeniu wyrażam swoje uznanie dla zachodnich mediów, które odkryły takie afery jak Watergate czy tortury więźniów wojennych przez wojsko amerykańskie w Iraku, wyrażały współczucie dla prześladowanych itp.- oraz które opublikowały artykuł Pana Zhang, który krytykuje zachodnie media.
Jeszcze bardziej podziwiałbym chińskie media, gdyby opublikowały mój artykuł, lub jakikolwiek inny „nieprzyjazny” artykuł, który krytykuje chiński rząd.
DEHAI TAO, pisarz, lokalny adwokat, jest mieszkańcem miejscowości Ann Arbor w stanie Michigan od 1987r.
Źródło: ANN Arbor News (USA) 27 maja 2008r.
tłum. ABM












