ratujTybet.org » Aktualności » Prosty buddyjski mnich

Prosty buddyjski mnich

5 czerwca 2008

Jestem tylko prostym buddyjskim mnichem, ani więcej, ani mniej – mówi o sobie XIV Dalajlama.

Od dziesięcioleci świat zachodni zna go jako religijnego przywódcę milionów buddystów, duchowy i moralny autorytet, polityka głoszącego zasadę wyrzekania się przemocy i niezmordowanego ambasadora tybetańskiej sprawy.

Dla Chińczyków jest wcieleniem zła: podstępnym i obłudnym separatystą, który nie cofnie się przed niczym, by oderwać Tybet od Chin. Gdy w marcu Dachem Świata wstrząsnęły największe antychińskie zamieszki od 1989 roku, Pekin bez wahania wskazał go jako winnego „podżegania do przemocy”. „Nie pierwszy raz klika Dalajlamy mydli ludziom oczy, głosząc pokój i angażując się w przemoc” – napisał w połowie maja w komentarzu redakcyjnym oficjalny organ Komunistycznej Partii Chin „Ribao”. Na nic zdały się zapewnienia Dalajlamy, że nie pochwala użycia siły, nie jest za bojkotem tegorocznych igrzysk i nie dąży do niepodległości Tybetu.

Kolejne wcielenie Buddy Współczucia

Przywódca tybetańskich władz na uchodźstwie urodził się 73 lata temu jako Lhamo Dondrub w skromnej chłopskiej rodzinie w małej wiosce na północnym wschodzie Tybetu. Miał dwa lata, gdy mnisi rozpoznali w nim – zgodnie z buddyjską wiarą w reinkarnację – wcielenie zmarłego wcześniej XIII Dalajlamy, a co za tym idzie, kolejne wcielenie Awalokiteśwary, czyli Buddy Współczucia.

Wstąpił na tron w Lhasie w 1940 roku, a dziesięć lat później w obliczu inwazji Chińskiej Ludowej Armii Wyzwoleńczej stanął jako 15–letni chłopak na czele rządu i państwa. W 1954 roku pierwszy raz podjął się poważnej misji dyplomatycznej, jadąc do Pekinu na rozmowy z Mao Zedongiem. Próby zachowania tybetańskiej autonomii pod rządami nowych, komunistycznych władców Chin spełzły jednak na niczym i w czasie krwawo stłumionego powstania w 1959 roku postanowił ratować się wraz z wieloma rodakami ucieczką na drugą stronę Himalajów.

Od tamtej pory przebywa wraz ze swym rządem na wygnaniu w północnych Indiach. Z tajemniczego przywódcy jednego z najbardziej odizolowanych państw świata stał się obieżyświatem. Jego charakterystyczną sylwetkę i dobroduszny uśmiech znają miliony ludzi różnych ras i wyznań na całym świecie. W ostatnich 40 latach odwiedził około 50 krajów, spotykając się z setkami czołowych polityków – choć zwykle w charakterze prywatnego gościa, by nie drażnić Pekinu, który na wszelkie oficjalne wyróżnienia dla niego reaguje niezwykle gwałtownie. Kilkakrotnie spotykał się z Janem Pawłem II.

Czekając na dialog

– Ta nagroda jest dla nas potwierdzeniem, że jeśli naszą bronią będzie prawda, odwaga i determinacja, Tybet stanie się wolny. Nasza walka musi być pozbawiona wszelkiej przemocy i nienawiści – mówił, odbierając Pokojową Nagrodę Nobla w 1989 roku.

Przemawiając do chińskich studentów i wykładowców w Bostonie sześć lat później, mówił, że jedynym sposobem przełamania nienawiści między Tybetańczykami i Chińczykami jest wzajemne bliższe poznanie i zrozumienie. Od lat proponuje Pekinowi dialog, podkreślając, że nie domaga się niepodległości, a jedynie pragnie autonomii, która dałaby jego narodowi możliwość normalnego życia według własnej tradycji. Chiny utrzymują co prawda kontakty z wysłannikami Dalajlamy, ale dotąd nie poprawiły one losu Tybetańczyków.

Pekin chce przeczekać XIV Dalajlamę w nadziei, że po jego śmierci tybetański ruch niepodległościowy straci impet. Chińczycy liczą również na przejęcie kontroli nad następnym dalajlamą. Wprowadzone w zeszłym roku przepisy stwierdzają, że każda reinkarnacja żywego Buddy musi być zatwierdzona przez władze ChRL.

Już dziewięć lat temu XIV Dalajlama zapowiedział jednak, że jego kolejne wcielenie nie pojawi się na terenach kontrolowanych przez Chińczyków. – Reinkarnacja objawi się w wolnym kraju. Jej celem będzie bowiem dokończenie dzieła zaczętego w poprzednim życiu i niedokończonego – oświadczył.

źródło: www.rp.pl więcej informacji: Prosty buddyjski mnich