Czy sportowcy zaprotestują w Pekinie?
Szymon Kołecki, sztangista, faworyt do zdobycia złotego medalu:
Dziś myślę o Tybecie znacznie mniej niż kilka miesięcy temu. Ale jest to spowodowane wyłącznie treningiem, celem sportowym, jaki sobie stawiam. Startuję 17 sierpnia i do tego dnia będę skoncentrowany przede wszystkim na tym. Ale do Pekinu przyjeżdżam 9 sierpnia, więc siłą rzeczy zorientuję się, jak wyglądają Chiny, czy są tam łamane prawa człowieka. Jeśli okaże się, że Chiny z okazji igrzysk nie poszły w dobrą stronę, na pewno przeciw temu zaprotestuję. Podkreślam „na pewno”, u mnie nie ma miejsca na żadne „ewentualnie”. Co zrobię, jeszcze nie wiem. Możliwe, że zgolę się na tybetańskiego mnicha.
Monika Pyrek, wicemistrzyni świata i Europy w skoku o tyczce, medalowa nadzieja naszej ekipy
Nie chciałabym, żeby igrzyska stały się festiwalem protestów. My, sportowcy, jedziemy do Pekinu walczyć o medale. Pewnie pojawią się myśli o prześladowanych ludziach, o tym, że dobrze byłoby pokazać solidarność z nimi, ale muszę koncentrować się na tym, co do mnie należy. Jeśli zdecyduję się na jakiś gest, będzie to spontaniczne. Nie zrobię niczego po to, żeby się pokazać, żeby było o mnie głośno. Tu chodzi tylko o potrzebę serca. Pamiętam, że były pomysły demonstracyjnego opuszczenia ceremonii otwarcia czy zamknięcia igrzysk, ale przestało się o tym mówić. W każdym razie ja na ceremonii otwarcia się nie pojawię, ale nie będzie to żadna manifestacja. Po prostu do Pekinu przyjadę dopiero 11 sierpnia ze zgrupowania w Japonii.
Źródło: Metro
źródło: www.emetro.pl











