ratujTybet.org » Aktualności » Dlaczego świat nie umrze za Tybet

Dlaczego świat nie umrze za Tybet

2 sierpnia 2008

Gdyby UE zamknęła granice przed towarami z Chin, ubrania, buty, zabawki i elektronika podrożałyby co najmniej o 30 proc. To dlatego ani Polska, ani żadne inne państwo nie zbojkotują olimpiady w Pekinie.

Rok bez made in China

Gdy siedem lat temu MKOl przyznawał Chinom prawo do organizacji olimpiady, władze ChRL zobowiązały się, że będą lepiej przestrzegać praw człowieka. Tak się nie stało. Opozycjoniści nadal zamykani są w więzieniach, wykonywane są masowe egzekucje, obowiązuje cenzura, a bunt Tybetańczyków domagających się większej autonomii został krwawo stłumiony. Żadne z zachodnich państw nie zdobyło się jednak na zerwanie z tego powodu stosunków z ChRL ani na wprowadzenie sankcji gospodarczych. Niektórzy przywódcy państw zapomnieli już o swoich deklaracjach, że 8 sierpnia nie pojawią się na otwarciu olimpiady w Pekinie. Z bojkotu rezygnuje prezydent Francji, prezydent USA nigdy go nawet nie rozważał (do Pekinu nie pojedzie za to nasz premier Donald Tusk).

Dlaczego? Odpowiedź brzmi: gospodarka. Co godzinę UE kupuje w Chinach towar za 20 mln euro. Polska rocznie wydaje tam 800 mln dol – informuje Radosław Pyffel, koordynator Azjatyckiego Centrum Biznesu, autor książki „Chiny w roku olimpiady”. Jane Filipp Beja, francuski ekonomista z instytutu Ceri, obliczył, że gdyby UE zamknęła się na chińskie produkty, to mieszkańcy Europy każdego miesiąca wydawaliby na życie o 40-50 proc. więcej niż dotychczas. Masowo kupowane tanie skarpetki, ubrania, buty, zabawki, plecaki, laptopy, telewizory podrożałyby minimum trzykrotnie.

– Dlatego bojkot gospodarczy Chin nie wchodzi w grę. Gdyby Polska, w imię obrony Tybetańczyków i praw człowieka zdecydowała się na zamknięcie wymiany handlowej z Chinami, pewnie szybko doszłoby do narodowego buntu. Podobnie stałoby się w każdym innym unijnym kraju – uważa prof. Edward Haliżak, szef Instytutu Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego.

Światowa Organizacja Handlu prognozuje, że w 2008 r. udział Chin w światowym handlu wyniesie ok. 10 proc. – Chiny osiągają ten wynik, produkując rzeczy potrzebne w codziennym życiu przeciętnemu mieszkańcowi Europy i USA – mówi Radosław Pyffel.

– Największe światowe koncerny, takie jak Sony, Panasonic, Sharp, swoje fabryki mają właśnie w Państwie Środka. Ze względu na niskie koszty pracy produkcję do Chin przeniosło też sporo polskich firm, m.in. LPP (właściciel słynnej marki Reserved), Gino Rossi, Witchen czy Diverse – wymienia Marcin Wielondek, sinolog. – Wystarczy uważnie poczytać ulotki dołączone do sprzętu elektronicznego, garnków czy zabawek.

– Świat nie chce umierać za Tybet. Woli sprzedać wartości w zamian za pełny żołądek – ubolewa Adam Kozieł z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Jednak prof. Haliżak uważa, że biznes Zachodu z Chinami może też przynieść pozytywne efekty w dziedzinie przestrzegania praw człowieka. – Od zachodnich menedżerów, których w Pekinie czy Shanghaju jest coraz więcej, Chińczycy powoli zaczną przejmować standardy poszanowania pracownika i wolności słowa. ChRL będzie się zmieniać, ale powoli.

Źródło: Metro

źródło: www.emetro.pl