ratujTybet.org » Aktualności » Ryzyko olimpijskie

Ryzyko olimpijskie

Jacek Żakowski

4 sierpnia 2008

Na tydzień przed inauguracją w Pekinie Hans-Gert Pöttering, przewodniczący Parlamentu Europejskiego, zaapelował do olimpijczyków, by podczas olimpiady wyrażali swój sprzeciw wobec łamania praw człowieka w Chinach. Dziękuję. Jeden sprawiedliwy w sodomie globalnej olimpijskiej zabawy robi istotną różnicę. Nie dlatego, że może radykalnie zmiękczyć chiński reżim, ale dlatego, że może choć odrobinę zmiękczyć skamieniałe serca rozbawionego i łaknącego sportowej rozrywki świata
Nasz problem z olimpiadą w Chinach nie polega na tym, że Chiny są, jakie są, i nic na to nie umiemy poradzić. Nasz problem polega na tym, że przeszliśmy nad sytuacją w Chinach do porządku dziennego. Na przykład TVP od kilku dni umieszcza w prawym górnym rogu, tuż pod swoim logo, informację, ile dni zostało do rozpoczęcia igrzysk. Jest to informacja ważna i ciekawa. Ale – zwłaszcza w ojczyźnie „Solidarności” – nie jest moralnie obojętna, jeśli obok nie ma informacji, ile osób zostało w związku z tą olimpiadą wysiedlonych, aresztowanych, skazanych na wieloletnie więzienie, czyli ilu Chińczyków musi zapłacić życiem, żebyśmy się mogli rozerwać, przeżywając „sportowe wzruszenia”.

Po tej olimpiadzie trudno będzie na przykład moralnie uzasadniać rozliczanie autorów stanu wojennego, skoro zaakceptowaliśmy beztroską zabawę w kraju, gdzie wprowadzenie dekretu z 13 grudnia 1981 r. oznaczałoby istotny postęp w dziedzinie praw człowieka.

Można oczywiście bez większego trudu przejść do porządku dziennego nad politycznym kontekstem olimpiady w Pekinie. Świat bez wątpienia to zrobi. Codziennie na pierwszych stronach gazet znajdziemy statystyki medali i miejsc punktowanych. Nie znajdziemy natomiast statystyk politycznych zatrzymań, aresztowań, skazań, pobić w chińskich więzieniach. Świat (w tym i my) milcząco zaakceptował zasadę, że „ktoś musi cierpieć, by bawić się mógł ktoś”.

Biznes i polityka zawsze były na bakier z moralnością. Ale przynajmniej udawały, że mają jakieś zasady. Hipokryzja wymuszała udawanie, że są wartości ponad interesami i przyjemnościami.

Olimpiada w Pekinie może być pod tym względem zasadniczym przełomem. Jeżeli apel Pötteringa utonie w morzu sportowych emocji, radości i wzruszeń, po olimpiadzie obudzimy się w innym świecie. W takim mianowicie, w którym biznes i rozrywka będą mogły usprawiedliwić zachowanie olimpijskiego spokoju w obliczu wszelkiej niegodziwości. Na tym z grubsza polega ryzyko olimpijskie i odpowiedzialność mieszkańców pekińskiej wioski olimpijskiej. Nawet jeżeli czują się „tylko” sportowcami, działaczami, trenerami czy politykami, to są też naszymi reprezentantami. I jako reprezentanci występujący pod narodowymi flagami podejmą decyzje za tych, których reprezentują.

źródło: wyborcza.pl