Warto, by flaga Tybetu wisiała
Gdy widzimy łopoczącą na wietrze flagę Tybetu w sercu naszego miasta, musi rodzić się pytanie o sens takiego gestu
Czy problemy Tybetańczyków, Ujgurów oraz innych ofiar reżimów powinny nas interesować, czy też lepiej przybrać postawę bierności w tych sprawach, które nas materialnie nie dotyczą?
Kiedy słyszę, że Tybet, Darfur oraz setki innych zapalnych punktów na świecie, gdzie silniejsi gnębią słabszych, jest za daleko od Opola, żeby się nimi przejmować, to aż chce się wykrzyczeć wszystkim prowincjuszom w twarz oczywistość: świat to my!
Bez względu na odległości, odmienność kulturową, czy wyznanie, wszyscy ludzie na ziemi są odpowiedzialni za siebie nawzajem. Każdy oczywiście dysponuje innymi środkami i możliwościami. Jedni mogą działać, inni protestować, a jeszcze inni dawać świadectwo solidarności. Łączy ich wszystkich przeświadczenie, że są powołani do bycia ludźmi czynu, że nikt ich nie zastąpi. Bo, jak słusznie powiedział Edmund Burke: „Ażeby zło zwyciężyło, wystarczy, żeby dobrzy ludzie nic nie robili”.
Niektórym może się wydawać, że w obliczu deptania ludzkiej godności można zachować neutralność polityczną. Nie zabierać głosu, zasłaniać się brakiem kompetencji, czy wysokim urzędem samorządowym. Moim zdaniem nie można. Stawka jest bowiem zbyt wysoka, by milczeć. Szczególnie, że takie reżimy, jak komunistyczne Chiny, żywią się ludzką biernością. Ona stanowi ich siłę. Ona jest doskonałym argumentem podczas brutalnych przesłuchań dysydentów: „zobacz, nikt się o ciebie nie upomni, nikt za tobą się nie wstawi”.
Paradoksalnie bowiem bierny też działa, staje po jednej ze stron barykady.
Część elit politycznych milczy oczywiście za pieniądze, inni ze strachu lub z głupoty. Innej drogi nie ma. Które usprawiedliwienie wybiorą politycy światowi, a także nasi regionalni, w tym twórcy opolskiego Instytutu Konfucjusza?
Prawie zawsze w historii ludzkości siła symboli była niedoceniana. Prawda jest jednak taka, że nawet drobne gesty, bez – wydawałoby się – znaczenia materialnego, zmieniały bieg dziejów. Za symbolami bowiem, kryje się coś dużo bardziej cennego niż kawałek materiału flagi, czy blaszka orderu. To dlatego każde państwo ma swoje barwy narodowe, hymn i godło. To dlatego składamy kwiaty i znicze na grobach bohaterów, czy naszych bliskich. Przecież za tymi gestami i symbolami nie kryje się żadna wartość materialna, lecz przesłanie trudne do uchwycenia nawet w słowach.
Flaga Tybetu na opolskim pl. Wolności to nic innego, jak kolejny symbol, który jeśli miałby być odosobniony, to byłby nieskuteczny, choć niepozbawiony znaczenia. Jednak wieszane dziś na całym świecie flagi, marsze, listy otwarte i protesty tworzą pewną masę krytyczną, która w końcu złamie każdą potęgę. Tak jak upadł Związek Radziecki, mur berliński, czy PRL, tak upaść musi Komunistyczna Partia Chin. Dokonać tego mogą tylko sami Chińczycy, ale potrzebują inspiracji, tak jak my w 1918, 1944 roku, czy w latach 70. i 80. ubiegłego stulecia.
Jest rzeczą naturalną, że społeczni liderzy stają się politykami, przywódcami, czy jednostkami opiniotwórczymi. Najczęściej reprezentują oni uśrednione przekonania wielu obywateli. W przypadku podejścia do Igrzysk Olimpijskich w Pekinie, elity rozminęły się jednak całkowicie ze zwykłymi ludźmi. Nieustannie poklepywani po plecach, przekupywani wycieczkami do Chin i kontraktami zapomnieli, że od siły pieniądza ważniejsza jest przyzwoitość, której od nich oczekują ich wyborcy. Prezydenci USA, Francji i wielu innych państw, tak często zabierający głos w obronie praw człowieka, nie wykorzystali tej niepowtarzalnej okazji, by móc tak zdecydowanie, bez słów, upomnieć się o torturowanych i zabijanych w Chinach, poprzez swoją nieobecność na uroczystości otwarcia igrzysk. Dobrowolnie zrezygnowali z roli tzw. „wielkich nieobecnych”, stając się tym samym „małymi obecnymi”.
Kilka tygodni temu prezydent Sarkozy rugał polskiego prezydenta za niepodpisanie Traktatu Lizbońskiego słowami: „To nie jest kwestia polityki. To jest kwestia moralności”. I te słowa, na początku XXIX Letnich Igrzysk Olimpijskich w Pekinie wracają niczym bumerang do prezydenta Francji i wielu jemu podobnych z podwójną siłą. Niech każdy z nas weźmie je sobie do serca.
* Autor jest prezesem Stowarzyszenia Ludzi Aktywnych „Horyzonty”, które było inicjatorem wywieszenia flagi Tybetu
Źródło: Gazeta Wyborcza Opole
źródło: miasta.gazeta.pl












