Ks. Eda modli się za prześladowanych
Ksiądz Edmund Jaworski, proboszcz z podpoznańskich Gułtowych, nie będzie oglądać zmagań sportowców w Pekinie. Zamiast tego w czasie igrzysk będzie się modlił i medytował w kościele parafialnym
Kiedy o godz. 14 na stadionie w Pekinie rozpoczynała się feta inaugurująca olimpiadę, w maleńkich Gułtowych do kościoła wszedł proboszcz Edmund Jaworski, aby przez ponad dwa tygodnie modlić się w intencji Wolnego Tybetu i wszystkich prześladowanych w Chinach. Będzie też czytał teksty św. Pawła i medytował (w tym czasie ks. Eda zamierza totalnie odciąć się od mediów – by, jak mówi – bojkotu nie przemienić w happening).
Ks. Edmund Jaworski: – Ofiaruję post i modlitwę dla prześladowanych, ale także dla prześladowców, bo oni też potrzebują modlitewnego wsparcia. Także dla działaczy, dla sportowców. Mam wewnętrzne przekonanie o mocy, o sile modlitwy. To mój konkretny czyn. Choć nie jestem mnichem, mam prawo wykorzystać swój urlop na modlitwę i medytację
Piotr Bojarski: Będzie ksiądz spał w kościele?
– Tak. To będzie taka „okupacja” kościoła. Gdzie będę spał? Tam, gdzie sobie głowę skłonię, tam się zdrzemnę.
Igrzyska wystartowały. Co, poza modlitwą, można jeszcze zrobić dla prześladowanych w Chinach?
– Skoro już do tego nieszczęścia doszło, to nie możemy poprzestać na aktach solidarności z Tybetem. Tybet staje się wierzchołkiem problemu: znowu ludzkość przypomniała sobie o innych, którzy są w opłakanym stanie, którym odebrano ludzką godność. Jeśli już jest, jak jest, to musimy się starać to wykorzystać.
Czy to w ogóle są jeszcze igrzyska?
– Dla mnie igrzyska w Chinach w cieniu obozów koncentracyjnych i eksterminacji Tybetu to profanacja idei igrzysk. Ta profanacja nastąpiła w pełni świadomie. Działacze olimpijscy są winni, ponieważ mając głosy z Komitetu Olimpijskiego, mając raporty o łamaniu praw człowieka w Chinach – mimo tego podjęli decyzję o olimpiadzie w Pekinie. Sportowcy mówią, żeby oddzielić sport od tych wszystkich zawirowań politycznych. Ale oni są w samym centrum, dali się wciągnąć w centrum życia politycznego, gospodarczego. Nie są w próżni. Nimi się posługują ludzie. Ci, którzy posługują się sportowcami dla zysku, ponoszą największą winę.
Co może zrobić sportowiec, aby pokazać, że nie na wszystko się godzi?
– Przewodniczący Polskiego Komitetu Olimpijskiego zakpił sobie ze sportowców, mówiąc, że protestować mogą poza obiektami olimpijskimi. Mój kochany panie, jak nasz biedny sportowiec wyjdzie na ulicę Pekinu z flagą Tybetu, to Polski już nie zobaczy! A ułożenie prawa olimpijskiego tak, by nie można się było upominać o prawa człowieka, też świadczy o tym, że nasz Komitet Olimpijski to organizacja dość śmieszna, jak na współczesne standardy etyczne.
Ksiądz będzie się modlił o to, by sytuacja w Chinach zmieniła się.
– W Chinach i wśród działaczy sportowych. Bo niektórzy z nich – z naszego Komitetu Olimpijskiego – jak podejrzewam, przyzwyczaili się do standardów łamania praw człowieka, bo tkwią jeszcze w czasach realnego socjalizmu. I nie widzą w tym nic zdrożnego.
Będzie ksiądz zachęcał parafian do przyłączenia się do modlitwy?
– Nie użyję nigdy mównicy do takiego celu. Jestem zobowiązany głosić Słowo Boże. Jeśli to zaowocuje jakąś aktywnością – to dobrze. A jeśli nie – to nie ludzie są winni. To widocznie moje głoszenie tego słowa było niedobre.
Źródło: Gazeta Wyborcza Poznań
źródło: miasta.gazeta.pl












