ratujTybet.org » Aktualności » Tybet boi się dnia po igrzyskach

Tybet boi się dnia po igrzyskach – The Times

22 sierpnia 2008

23-letni tybetański mnich z którym rozmawiał brytyjski dziennikarz ogląda transmisję z igrzysk ale kibicuje Amerykanom a nie Chińczykom. Pięć miesięcy temu policja chińska zrobiła najazd na jego klasztor, bijąc i uprowadzając mnichów, konfiskując ich mienie i szukając dowodu, że demonstracja do której wcześniej doszło w Tongren powiatowym mieście w zachodniej prowincji Guizhou była efektem spisku. Tybetańczycy boją się tego co Chiny szykują po igrzyskach. I mają po temu powody. Zapowiada się więcej osadnictwa chińskiego, kampanii edukacji patriotycznej i represji. O tych ostatnich mówi obecnie Dalajlama we Francji – od marca w Tybecie i tybetańskich regionach autonomicznych zatrzymano co najmniej 10 000 Tybetańczyków (więcej niż mogło wziąść udział w antychińskich zamieszkach w Lhasie z 14 marca) i zabito 400 ludzi. Tych danych nie ma jak potwierdzić, Chiny nie wpuszczają dziennikarzy do Tybetu chyba, że w grupie (są wyjątki, Mariuszowi Zawadzkiemu z Gazety” udało się). Dwa dni temu Dalajlama dał dramatyczny wywiad w Le Monde (choć wycofał potem informację o masakrze 140 Tybetańczków w dniu 18 sierpnia przypisując ją błędowi tłumacza, obecna wersja – z regionu Kcham dochodzą pogłoski o nowej masakrze ale nie ma jak ich potwierdzić). Powiedział m.in o zakładaniu kolonii wojskowych przez chińską armię na terenach zamieszkałych przez ludność tybetańską. I o tym, że po igrzyskach szykuje się przyjazd 1 mln Chińczyków do Tybetu. Jeśli Tybet traktować jako test dla Zachodu to efekt jest i śmieszny i straszny. Nie wykluczone, że symboliczne, nie poparte przez rządy, protesty w obronie Tybetu tylko rozjątrzyły władze chińskie i zaszkodziły Tybetowi zamiast mu pomóc.

źródło: podgladaniechin.blox.pl