ratujTybet.org » Aktualności » Chińskie głosy w kwestii Tybetu: list do Dalajlamy oraz odważny komentarz z Pekinu

Chińskie głosy w kwestii Tybetu: list do Dalajlamy oraz odważny komentarz z Pekinu

20 sierpnia 2008, International Campaign for Tibet

23 sierpnia 2008
Ai Weiwei, czołowy chiński artysta, architekt, komentator społeczny, współautor projektu stadionu narodowego („ptasiego gniazda”) w Pekinie. fot. en.wikipedia.org

Podczas gdy w atmosferze ucisku, cenzury i niespotykanego do tej pory bezpieczeństwa Letnie Igrzyska Olimpijskie w Pekinie zbliżają się ku końcowi, dwoje wybitnych chińskich intelektualistów, ona mieszkająca w Kanadzie, on – mieszkaniec Pekinu, złożyło poważne oświadczenie w sprawie poparcia dla Tybetu i Dalajlamy.

W wywiadzie zatytułowanym “Czas, by ujawnić prawdę” Ai Weiwei, doradca artystyczny przy Stadionie Olimpijskim “Ptasie Gniazdo” w Pekinie i prominentny chiński artysta, wyraził swoje zaniepokojenie zatajaniem przez Chiny obecnej sytuacji w Tybecie. Ai Weiwei znany z bezpośredniego potępiania systemu Komunistycznej Partii od dnia rozpoczęcia Igrzysk wyznaje: „Uważam, że problem Tybetu jest niezwykle ważny. Brak informacji i ukrywanie prawdy utrudnia ludziom rozumienie faktów i wyciąganie wniosków. Często zadaję sobie pytanie: dlaczego nie możemy żyć w społeczeństwie, któremu obcy jest nadzór i kontrola mediów. Co próbujemy ukryć? Jakiego typu informacje mogą być tak niebezpieczne?”. Niemiecka gazeta Frankfurter Allgemeine Zeitung jako pierwsza opublikowała komentarz Ai Weiwei'a 31 marca br. Chińska wersja jego wypowiedzi zamieszczona została na stronach internetowych w ubiegłym tygodniu. Poniżej prezentujemy polskie tłumaczenie.

Zhu Rui jest autorką otwartego listu do Dalajlamy, który napisała na bazie swoich doświadczeń zdobytych podczas kilkuletniego pobytu w Tybecie. Tam ujrzała, jak Tybetańczycy potrafią być oddani swemu przywódcy. W liście do Jego Świątobliwości mieszkająca obecnie w Kanadzie Zhu Rui dochodzi do wniosku, że utrata wartości moralnych, której jesteśmy świadkiem w całych Chinach musi oznaczać zdradę ideałów Igrzysk Olimpijskich. „Pozorny dostatek nie przesłoni wewnętrznej pustki. Konieczność reformowania fatalnego rządu jest oczywista dla każdego Chińczyka. Jeśli komunistyczni przywódcy nie przestaną patrzeć na Tybet przez aroganckie, imperialistyczne okulary, jeżeli nie wyrzekną się umiłowanego wdeptywania w ziemię Tybetańczyków oraz okłamywania chińskich mas, jeśli nie dostrzegą wreszcie Twego niezrównanego oddania światowemu pokojowi i duchowego przewodnictwa, wierne nieludzkiemu dictum „władzy wyrastającej z lufy karabinu”, ich dni policzą się wkrótce na naszych oczach. Nie ulega żadnej wątpliwości, że wrócisz do swojej ojczyzny! Ukoiwszy cierpienia rodaków, zechciej, proszę, opromienić łagodnym światłem swej łaski grzechy bezmiaru Chin”.


Frankfurter Allgemeine Zeitung, 31 marca 2008
Czas, by ujawnić prawdę

Ai Weiwei, co sądzisz o zamieszkach w Tybecie w ciągu ostatnich tygodni oraz jak postrzegasz reakcję zachodu?

Jako obserwator uważam, że informacje prezentowane zarówno przez zachodnie jak i chińskie media były do pewnego stopnia nieprawdziwe. Brakowało szczegółowych sprawozdań dotyczących przyczyn gwałtowanych zachowań. Poza wzajemnym krytykowaniem się, żadna ze stron nie próbowała wyjść do dialogu. Niestety, jeśli spojrzeć na karty historii, naszą znamienną cechą jest brak debaty publicznej. Żyjemy w społeczeństwie, w którym ideologia jest ściśle kontrolowana, zwłaszcza, jeśli dotyczy ona kwestii mniejszości etnicznych. Jeśli większość Hanów będzie traktować mniejszości etniczne jak wyzwoleni niewolnicy, nie ma nadziei na rozwiązanie tego problemu. Rzeczywistość jest niezwykle złożona. Oni mają swoją religię, własną drogę rozwoju kulturalnego czy sposobu myślenia. Dziś Tybetańczycy ścigani są za łamanie praw. To według mnie nie pomoże w rozwiązaniu problemu. Spotęguje jedynie nienawiść i pogłębi różnice między Hanami i mniejszościami etnicznymi.

Jak zatem można zatrzeć te różnice?

Najważniejsze to umieć szanować mniejszości etniczne i przyznać się do błędów popełnionych w przeszłości. Ze wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w ostatnim czasie niepokoje [w Tybecie] mają niewiele wspólnego z porażką polityki wobec mniejszości etnicznych. Tak naprawdę nigdy do końca nie zrozumieliśmy ich religii ani sposobu życia. Z historycznego punktu widzenia zniszczyliśmy ich świątynie i posągi – to fakt. Teraz to oni niszczą mienie, atakują wojsko. Pytamy zatem, skąd bierze się ta nienawiść? Czy naprawdę chcemy społeczeństwa, które zupełnie ignoruje prawa i uważa, że to wszystko jest w porządku? W demokratycznym społeczeństwie respektowane są prawa różnych grup. Te kwestie trzeba rozwiązać. Jeśli nie uda się tego zrobić, wówczas będzie to porażką rządu. Trzeba nawiązać dialog. Zwykłe oskarżanie ich o separatyzm mija się z celem. Potrzebujemy społeczeństwa, w którym obok siebie będą żyć różne grupy etniczne, ludzie różnych narodowości, religii, sposobu życia i myślenia. A to pociąga za sobą szacunek, tolerancję, dialog i konsultacje.

Jak myślisz, dlaczego kraje zachodnie nie są przychylne?

Jeśli ludzie będą kierować się uprzedzeniami, wówczas nie zobaczą prawdziwego oblicza zewnętrznego świata – „A single leaf before ones eye/ Obscures a view of all Mount Tai” („Zwykła kartka papieru może przesłonić ci świętą górę Tai”). Gdziekolwiek pojawia się próba zatajenia faktów, tam również znajdą się podejrzenia i spekulacje. Zdecydowanie uważam, że niezrozumienie i uraza tkwiąca między ludźmi i narodami, odmienne ideologie wschodu i zachodu oraz niezrozumienie i żal pozostający w sercach Hanów i Tybetańczyków w znaczący sposób może doprowadzić do braku otwartości i zatajania informacji. Społeczeństwo zapłaciło za to wysoką cenę. Gdzieniegdzie w Chinach widać już pewne zmiany, jednakże w niektórych miejscach rządzą te same stare struktury i kategorie myślenia. Dlatego uważam, że problem Tybetu jest niezwykle ważny. Brak informacji i ukrywanie prawdy utrudnia ludziom rozumienie faktów i wyciąganie wniosków. Brzmi to trochę naiwnie, ale jest punktem wyjścia. Sposoby i środki stosowane przez ludzi w celu zdobywania informacji i doświadczenia pokazują fundamentalne różnice pomiędzy różnymi społecznościami. W początkowych etapach komunizmu ludzie starali się zdobywać prawdę absolutną poprzez walkę. Podczas gdy tamci dążyli do prawdy, zwykłym ludziom nie powierzano jej, choć bardzo jej potrzebowali. Wyjawienie ludziom prawdy niesie ze sobą wielkie niebezpieczeństwo. Ta bardzo stara szkoła myślenia dotyczy tego, w jaki sposób ludzie sprawują władzę. Często zadaję sobie pytanie: dlaczego nie możemy żyć w społeczeństwie, któremu obcy jest nadzór i kontrola mediów. Co próbujemy ukryć? Jakiego typu informacje mogą być tak niebezpieczne? Naturalnie, jeśli większość ludzi otrzyma tylko jednostronną informację, wówczas łatwiej jest ich kontrolować. Informacja to siła. Ale zanim wydamy sąd o tym, kto ma rację a kto nie, trzeba zrozumieć prawdę. To zawsze się sprawdzało. Nigdy wcześniej nie posiadaliśmy takiej siły, ale teraz jest inaczej. Kiedy już przeanalizują historię cały świat będzie się starał zrzucić odpowiedzialność na kogoś innego – jeśli nie uczyniono nic karygodnego, to po co te wszystkie próby zatajenia faktów? W sumie uważam, że media nie przesadziły. Gdyby nie było o tym najmniejszej wzmianki ani nikt by nie ujrzał, co się działo, wtedy rzeczywiście mogłoby to zaszkodzić. Teraz wielu Chińczyków przeklina zachód. Jest to wynik długiego okresu propagandy, kiedy to przedstawiano zachód jako wroga, zdrajcę Chin. To jest właśnie owoc uprzedzeń.

Wielu Chińczyków z zaciekawieniem patrzy na zainteresowanie Tybetem płynące ze strony zachodu. Można też zapytać odwrotnie, dlaczego tak niewielu Chińczyków przejmuje się Tybetem?

W Chinach nie ma współczucia dla ludzi słabych. W tym społeczeństwie nie ma miejsca ani dla słabych, ani pokrzywdzonych. To kraj dla wpływowych i odnoszących sukcesy. Nie ma tu empatii. Zachód to zupełnie inny świat, gdzie ludzie w naturalny sposób stają po stronie słabszych. Wielu Chińczyków uważa Tybet za cel podróży wakacyjnych, miejsce dokąd można sobie pojechać i pozwiedzać. Drugorzędni biznesmeni z Szanghaju czy Pekinu z miłą chęcią spędziliby tam wakacje ale nie rozumieją tamtejszej społeczności i nie mają z nimi absolutnie żadnego kontaktu.

Jak ludzie ze świata literatury i sztuki w Chinach postrzegają te wydarzenia?

W tej chwili są zdezorientowani. Często słyszę jak pytają: Co poszło nie tak? Czego chce Dalajlama? W ich życiu zapanował chaos. Wyznawcy buddyzmu to ludzie bezkonfliktowi, a tu pokazani zostali z nożami w dłoniach jak podpalają flagę, niszczą budynki i kipią nienawiścią. A czy jest możliwe aby przemówili? Czy ktoś ich zaprosi do centralnej chińskiej telewizji aby mogli powiedzieć co myślą i pokazać, że nie są kryminalistami. A dlaczego nie? Kto zbudował te wysokie mury niezrozumienia? I po co? Jeśli ciągle będziemy nazywać ich barbarzyńcami, to jaką mamy szansę, że oni nas zrozumieją? Jedynym możliwym wyjściem z tej sytuacji jest dalsze pogłębianie podziału i nienawiści. Prawdziwe krwawe barbarzyństwo ma miejsce wtedy, gdy chcesz, by inni zniknęli, nie tylko w sferze fizycznej, ale i duchowej.

Tłum. AD

źródło: savetibet.org więcej informacji: Zhu Rui: List do czcigodnego Dalajlamy