ratujTybet.org » Aktualności » Represji w Tybecie ciąg dalszy

Represji w Tybecie ciąg dalszy

7 listopada 2008, Reporters Without Borders

12 listopada 2008

Organizacja Reporters Without Borders wyraża ubolewanie z powodu postawy chińskiego rządu, który nie wykazuje dobrej woli wobec dziennikarzy zagranicznych chcących przybyć do Tybetu, a wobec Tybetańczyków, którzy ośmielają się mówić o tym, co im się przytrafiło, stosuje represje. Trzy dni temu tybetański mnich został aresztowany, ponieważ jego odpowiedzi na pytania dziennikarza zagranicznego o tortury, jakim został poddany w więzieniu, zarejestrowano na taśmie video.

„Swoboda poruszania się oraz swoboda przeprowadzania wywiadów przyznane dziennikarzom zagranicznym nie obowiązują w Tybecie. Ten fakt świadczy o tym, że stan wyjątkowy obowiązuje nadal”, powiedziała organizacja Reporters Without Borders. „Dziennikarze zagraniczni, którym udało się dostać do Tybetu potwierdzają, że wzmożona obecność wojska i policji jest źródłem atmosfery strachu wśród Tybetańczyków. Zakaz transmisji telewizyjnej ma na celu uniemożliwienie dziennikarzom przeprowadzenia niezależnej oceny liczby ofiar marcowych zamieszek”.

Organizacja obrony wolności prasy dodała: „Przede wszystkim nalegamy, aby chiński rząd zezwolił dziennikarzom zagranicznym na swobodne podróżowanie po Tybecie. Kwestią nie cierpiącą zwłoki jest uwolnienie wszystkich Tybetańczyków przetrzymywanych za wyrażanie swoich poglądów lub dostarczanie informacji o sytuacji w prowincji”.

Jigme Guri, buddyjski mnich z klasztoru Labrang (w prowincji Gansu) został aresztowany 4 listopada przez około 50 policjantów i żołnierzy po tym jak zarejestrował na taśmie video swoje wypowiedzi na temat tortur, jakim został poddany po aresztowaniu w marcu. We wrześniu odpowiedział na pytania reportera amerykańskiej agencji prasowej Associated Press tłumacząc, jak został powieszony za ręce i bity. Takie traktowanie miało skłonić go do przyznania, że był przywódcą masowych protestów w Labrang. Władze nie udzieliły żadnej informacji na jego temat od czasu drugiego aresztowania.

17 października władze chińskie oświadczyły, że przepisy gwarantujące dziennikarzom zagranicznym swobodę poruszania się i swobodę przeprowadzania wywiadów pozostają w mocy. Przepisy nie obowiązują jednak w regionie Tybetu, gdzie media mogą przyjeżdżać po otrzymaniu zgody lokalnych władz. Niewielu reporterów zagranicznych otrzymało taką zgodę.

W sierpniu reporterzy Agencji France-Presse próbowali dostać się do tybetańskiego regionu Garze w prowincji Syczuan, gdzie żołnierze otworzyli ogień do demonstrantów. Udało im się przybyć do Kandingu, jednak dotarcie do Garze okazało się niemożliwe. Zgodnie z zaleceniem władz, wszyscy kierowcy odmawiali przetransportowania obcokrajowców w te rejony. Reporterzy dostrzegli wzmożoną obecność wojsk w obydwu miastach i ich okolicach oraz zaostrzoną kontrolę policji wokół świątyń buddyjskich.

Policyjne kontrole są coraz częstsze w Tybecie, w prowincjach zamieszkałych przez Tybetańczyków, jak również w stolicy Tybetu – Lhasie, gdzie należy uzyskać pozwolenie na podróżowanie do Shigatse czy Gyantse.

Żaden zagraniczny dziennikarz nie zdołał zdać relacji z procesów sądowych Tybetańczyków oskarżonych o udział w marcowych zamieszkach. Zgodnie z oświadczeniem wysokiego urzędnika chińskiego, co najmniej 55 osób zostało skazanych na karę więzienia.

Kilku dziennikarzy zagranicznych poinformowało organizację Reporters Without Borders o tym, że w Tybecie pracuje się trudniej od czasu zamieszek. „Znacznie mniej osób ośmiela się teraz wypowiadać”, powiedziała europejska dziennikarka, która pojechała do Tybetu w sierpniu. „Badanie wydarzeń z marca jest gehenną. Z ich twarzy można odczytać strach”. Tak jak inni dziennikarze, podróżowała do Tybetu dzięki wizie turystycznej.

„Wzmożona obecność wojska i policji oraz kamery zainstalowane w wielu częściach miasta stwarzają atmosferę nieufności i paranoi”, powiedział inny europejski reporter. „Tybetańczycy wiedzą, że rozmawiając z obcokrajowcami podejmują ogromne ryzyko”.

Dziennikarka, która niedawno powróciła z Lhasy powiedziała: „Wielu mieszkańców Lhasy jest przekonanych, że na ulicach, w sklepach i w taksówkach zainstalowane są kamery i mikrofony. Każdy jest podejrzewany o bycie informatorem, dlatego ludzie unikają udzielania odpowiedzi na pytania. Mniejsza obawa istnieje wśród mieszkańców terenów wiejskich”.

„Niektóre klasztory są prawie puste. Łatwo jest spostrzec, że mnisi i strażnicy znajdują się tam w celu inwigilacji. Próbują zapobiec bezpośredniej rozmowie z obcokrajowcami”, powiedziała dziennikarka.

Tybetańska pisarka Woeser opisała atmosferę strachu podczas swojej wizyty w Lhasie w sierpniu, jeszcze przed tym, jak została aresztowana i zmuszona do opuszczenia Tybetu.

Obcokrajowcy mogą korzystać z niektórych kawiarenek internetowych w Lhasie, jednak witryny internetowe takie jak Facebook są często niedostępne. Mieszkający we Francji specjalista w sprawach Tybetu powiedział, że użytkownicy forów tybetańskich są znacznie mniej aktywni od czasu wydarzeń z marca.

Tymczasem Ludrup Phuntsok, 23-letni mnich żyjący w klasztorze Achog Tsenyi w Ngabie, został 28 października skazany na karę 13 lat więzienia za pomoc w redagowaniu książki „Mahseng Zhedra”. Trzej inni mnisi zostali skazani na karę więzienia z nieznanych przyczyn. Twórca filmów dokumentalnych Dhondup Wangchen i prezenter lokalnej telewizji Washu Rangjong są nadal przetrzymywani bez procesu.

tłum.: MZ

źródło: Reporters Without Borders
 NetSprint