Ósma runda rozmów – żołnierze pilnują Lhasy
13 listopada 2008, International Campaign for Tibet
Kasur Lodi Gyari i Kelsang Gyaltsen oraz naczelny wiceminister Zhu Weiqun i wiceminister Sithar i ich zespoły podczas spotkania 5. listopada 2008 w Pekinie
fot. ICT
Chińscy urzędnicy przyznają, że wzmożone środki bezpieczeństwa w Lhasie mają związek z „działaniami separatystycznymi Dalajlamy” oraz ósmą rundą rozmów chińskich urzędników z przedstawicielami Dalajlamy w Pekinie (31. października – 5. listopada). Ostre komentarze wygłoszone w poniedziałek przez Zhu Weiquna, naczelnego wiceministra Departamentu Zjednoczonego Frontu Pracy Komunistycznej Partii Chin, który spotkał się z wysłannikami Dalajlamy, pozostają w związku z zeszłotygodniowym oświadczeniem chińskich mediów państwowych o rozpoczęciu tybetańskiej akcji propagandowej. Jego uwagi wskazują ponadto na zaniepokojenie Partii międzynarodowym wsparciem, jakie otrzymuje sprawa Tybetu.
Jak wicegubernator Tybetańskiego Regionu Autonomicznego Pema Tsewang (według chińskiej transliteracji: Bai Ma Cai Wang) powiedział dwóm australijskim dziennikarzom odbywającym w minionym tygodniu oficjalną wizytę w Lhasie, władze lokalne wzmocniły ochronę w mieście w znacznie wyższym stopniu, niż podczas akcji tłumienia fali protestów zapoczątkowanych 10. marca. Według niego ma to związek z obawą rządu przed powtórzeniem się marcowych demonstracji. Gubernator ponownie przedstawił też znane stanowisko, według którego protesty były efektem działań Dalajlamy i jego pomocników: „Od zamieszek z 14. marca Dalajlama i jego zwolennicy zintensyfikowali swoje działania separatystyczne.” („The Australian”, 8. listopada)
Chińskie media państwowe w minionym tygodniu ogłosiły kampanię propagandową „mającą na celu pomóc międzynarodowym odbiorcom lepiej zrozumieć Tybet”. (China Tibet Information Center, 3. listopada http://eng.tibet.cn/news/today/200811/t20081103_436164.htm). Jak podano w komunikacie, w akcji weźmie udział dziewięć państwowych wydawców mediów, wśród nich agencja Xinhua i internetowy portal dziennika Renmin Ribao (ang. People's Daily Online). Pekin dokonuje starań o zagłuszanie informacji w Tybecie, by zapobiec przedostawaniu się wiadomości o działaniach służb bezpieczeństwa na zewnątrz; poza kilkoma wyjątkami wszystkie międzynarodowe media mają zakaz wstępu do Tybetu wydany jeszcze w okresie poprzedzającym Letnie Igrzyska w Pekinie. Wprowadzenie kampanii propagandowej skierowanej do międzynarodowych odbiorców wskazuje na oficjalnie wyrażony niepokój w związku z doniesieniami ogólnoświatowych mediów i krytyką wyrażaną przez władze państw odkąd rozpoczęły się akcje gwałtownych represji w Tybecie.
Zhu Weiquin, który wziął udział w dialogu z wysłannikami Dalajlamy, wkrótce uda się w podróż do europejskich stolic, by przedstawić sprawozdanie strony chińskiej z przebiegu rozmów, podczas których miało dotąd miejsce m.in. potępienie Drogi Środka obranej przez Dalajlamę czy określenie starań jego wysłanników o prawdziwą autonomię Tybetańczyków jako walka o „niepodległość w przebraniu”.
Zhu Weiqun reprezentuje Departament Zjednoczonego Frontu Pracy, który działa wspólnie z innymi głównymi organizacjami Partii, jak Departamenty Propagandy i Międzynarodowej Współpracy. Rolą Departamentu Zjednoczonego Frontu Pracy jest raczej wytyczanie i egzekwowanie partyjnych dyrektyw, niż omawianie czy negocjowanie w sprawach oficjalnej polityki. Na poziomie regionalnym w Tybecie, urzędnicy Departamentu tego są odpowiedzialni za wprowadzanie dogmatów Partii do polityki władz i urzędów partyjnych w prefekturach i okręgach w Tybecie, a urzędnicy Departamentu są często określani jako jedne z najsilniej zindoktrynowanych i „anty-rozłamowych” kadr w Tybecie.
Represje w Lhasie nasilają się wraz z rzadkimi wizytami mediów
Dwóch australijskich dziennikarzy towarzyszyło australijskiemu parlamentarzyście podczas czterodniowej wizyty w Tybecie (2-6 listopada) na zaproszenie chińskiego rządu. Podczas swojej wizyty Michael Johnson, poseł z ramienia Liberalnej Partii Australii, a zarazem wiceprzewodniczący Grupy Australijsko-Chińskiej Przyjaźni Parlamentarnej (Australia-China Parliamentary Friendship Group), wezwał chińskich przywódców, by rozważyli udzielenie Dalajlamie zezwolenia na powrót do ojczyzny: „Jako przyjaciel Chin powiedziałbym, że musi dojść do pewnego rodzaju pojednania między Pekinem a Dalajlamą.” (Raport Steve’a Lewisa, „The Courier-Mail”, Australia, listopad 2008.) Jeden z reporterów, Cameron Stewart, tak opisał obecność oddziałów wojskowych w Lhasie:
„Kiedy zapada noc setki chińskich żołnierzy uzbrojonych w tarcze i karabiny rozbiegają się po zbuntowanym mieście. Rozstawiają punkty wartownicze na rogach ulic, rozsyłają patrole w grupach sześciu żołnierzy, trzech z tarczami i trzech z bronią palną. Patrole te całą noc spędzają na uliczkach tybetańskiej dzielnicy Lhasy w poszukiwaniu jakichkolwiek oznak działań protestacyjnych… Po wschodzie słońca oddziały te nie znikają, ale są zastępowane przez następne. Kontrola wojskowa w Lhasie utrzymana jest w ciągu dnia z pewnym budzącym grozę dodatkiem – na dachach wokół najbardziej świętej części miasta, świątyni Jokhang stacjonują snajperzy, gotowi użyć swojej broni przeciw setkom tybetańskich pielgrzymów modlących się poniżej na Placu Barkhor. Tak intensywne rozmieszczanie oddziałów wojskowych zdradza ogromne obawy Chin, że nie pozyskują, ale tracą serca i umysły miejscowych Tybetańczyków, którzy oskarżają Pekin o zwalczanie ich kultury i religii w celu osiągnięcia państwowej jedności.”
Jak dwóch dziennikarzy powiedziało International Campaign for Tibet, ICT, byli świadkami wepchnięcia grupy mnichów do wozu policyjnego w pobliżu świątyni Jokhang, jednej z najświętszych religijnych części Tybetu. Nie zdołali jednak ustalić powodu zatrzymania mnichów.
Oświadczenie złożone dziennikarzom przez wicegubernatora Tybetańskiego Regionu Autonomicznego (Tibet Autonomous Region, TAR) wydaje się potwierdzać inne doniesienia, według których podczas wizyty wysłanników Dalajlamy w Chinach środki bezpieczeństwa w Lhasie zostały nasilone, a atmosfera tam panująca stała się jeszcze bardziej napięta niż zazwyczaj. Nie potwierdzono przypuszczeń, że miało to związek z obawą władz przed możliwymi reakcjami na brak postępów w rozmowach oraz nieprzerwaną wrogością wobec Dalajlamy.
Tybetański informator doniósł ICT 4. listopada: „Sytuacja jest dzisiaj napięta, policja aresztuje mnichów i wszystkich Tybetańczyków, którzy nie posiadają oficjalnie wydanego dowodu tożsamości. Policja zamyka wszystkie hotele i zajazdy wynajmujące Tybetańczykom bez dokumentów. O negocjacjach mówi się jako granicy wytrzymałości. Tymczasem wojsko zakłada nowe punkty kontroli i nosi nowe mundury.”
Chińscy urzędnicy przyznali przed Australijczykami, iż 55 Tybetańczyków otrzymało wyroki pozbawienia wolności pod różnymi zarzutami w związku z demonstracjami w Lhasie z 14. marca, które przerodziły się w akty przemocy. Wyroki obejmują od trzech lat więzienia do dożywocia, jak według Pemy Tsewanga, wicegubernatora TAR, podała Xinhua. Agencja ta nie podała szczegółów dotyczących wydania wyroków czy rodzaju procesów sądowych, o ile takie w ogóle miały miejsce. Pozostaje niejasne, czy ta liczba skazanych obejmuje 30 ludzi, w tym sześciu mnichów, zatrzymanych w kwietniu w Lhasie i skazanych na okres od trzech lat więzienia do dożywocia. (Raport ICT, http://savetibet.org/news/newsitem.php?id=1303. Pełne sprawozdanie z protestów i zamieszek w Lhasie i poza nią: raport ICT, „Tibet at a Turning Point”: http://www.savetibet.org/documents/document.php?id=258).
Tłum. M.P.
źródło: savetibet.org







