ratujTybet.org » Aktualności » „Zatrważająca cisza” – obrazy z ogarniętego represjami Tybetu

„Zatrważająca cisza” – obrazy z ogarniętego represjami Tybetu

30 października 2008, International Campaign for Tibet

17 listopada 2008

Nowe zdjęcia i materiał filmowy z Tybetu pokazują kontynuację represji i przekazują atmosferę strachu i upokorzenia na całym płaskowyżu. Pomimo, że Pekin usiłuje narzucić blokadę informacji, nie przestają się pojawiać raporty o sytuacji w Tybecie w ciągu sześciu miesięcy protestów, które rozpoczęły się 10 marca w rocznicę powstania tybetańskiego w 1959 roku. Mówią one o utrzymującej się, lub nawet zwiększonej obecności wojska i służb bezpieczeństwa w niektórych rejonach po zakończeniu Letnich Igrzysk Olimpijskich, co potwierdza wyrażane wcześniej obawy, że represje nasilą się, gdy uwaga całego świata przestanie być zwrócona na Chiny. Te zdjęcia stanowią świadectwo ukazujące skalę trwających nadal represji w Tybecie.

Pomimo kontroli Internetu i telefonii komórkowej, oraz niebezpieczeństwa na jakie naraża się każdy, kto przekazuje takie informacje źródłom zewnętrznym, nie przestają do nas docierać wiadomości o Tybetańczykach stających przed sądem z powodu udziału w protestach. Zgodnie z relacjami otrzymanymi w ciągu ostatnich kilku dni, w tym tygodniu w sądzie powiatowym w Ngaba rozpocznie się proces dwóch mnichów z klasztoru Kirti we wschodnim Tybecie i aresztowanego 30 marca 30-letniego mnicha z klasztoru Thongri w Ngaba, oraz kilku osób świeckich. Wszystkim z nich postawiono zarzuty związane z mającymi miejsce w ostatnich miesiącach protestami. Dwaj mnisi z Kirti – Dorjee i Kungar są dwudziestolatkami i zostali aresztowani 23 kwietnia. Zgodnie z tymi samymi, pochodzącymi z godnych zaufania źródeł emigracyjnych relacjami, rodziny oskarżonych nie zostały poinformowane o miejscu ich przetrzymywania oraz statusie i obawiają się, że nie mają oni możliwości skorzystania z pomocy prawnej. Te same źródła podają, że w rejonie Ngaba od rozpoczęcia marcowych protestów, około 20 osób zostało skazanych w związku z oskarżeniami, jak się uważa powiązanymi z udziałem w protestach i wyrażaniu sprzeciwu.

Dołączone do tego raportu zrobione przez tajwańsko-amerykańską turystkę zdjęcia, ukazują obecność uzbrojonej policji w miastach Lithang (ch: Litang) i Kardze (ch: Ganzi) w tybetańskim rejonie Kham w prowincji Sichuan. Turystka opisuje ten rejon jako „podobny do obszaru na którym toczy się wojna”. Raport ten zawiera również zdjęcia wojska na ulicach Lhasy we wrześniu, jak również dalsze dowody na to, że nadal mają miejsce zaginięcia i aresztowania, a aresztowani Tybetańczycy traktowani są wyjątkowo brutalnie.

Inny Amerykanin, który odwiedził klasztory i miasta na tybetańskich obszarach Quinhai i Gansu, opisuje sytuację w tym rejonie wkrótce po zakończeniu marcowych protestów: „Przed kolumną pojazdów wojskowych stali na straży młodzi, ubrani w zielone mundury żołnierze, mieli gotowe do strzału czarne karabiny z grubymi lufami…Reperkusje były w toku. Terror to nie pogróżki, to rzeczywistość. Klasztor za klasztorem, miasto za miastem, we wszystkich miejscach, które odwiedziliśmy jadąc setki mil samochodem po nieutwardzonych drogach, wszędzie ta sama historia, ta sama zatrważająca cisza.”

Napięcie w klasztorze Kirti.

Sytuacja w Kirti w powiecie Ngaba w prowincji Sichuan miesiąc po incydencie z 24 września, w trakcie którego mnisi zostali dotkliwie pobici przez około stu używających pałek, łopat i tasaków policjantów, pozostaje nadal napięta. Mnisi pozostają uwięzieni w klasztorze od połowy marca, kiedy to podczas protestu co najmniej 10 osób zostało zastrzelonych przez siły bezpieczeństwa. Klasztor Kirti był centrum protestów we wschodnim Tybecie, do mnichów domagających się wolności dla Tybetu dołączyli wtedy ludzie świeccy i uczniowie trzymający w rękach zdjęcia Dalaj Lamy i tybetańskie flagi.

Zgodnie z różnymi źródłami relacjonującymi incydent z ostatniego miesiąca w Kirti, wokół klasztoru znajduje się 9 punktów kontrolnych, każdy z nich z obsadą od 10 do 15 policjantów. *1) Te punkty kontrolne umieszczone zostały w pobliżu linii demarkacyjnej wyznaczającej granice klasztoru. Bezpośrednią przyczyną zdarzenia z 24 września było przekroczenie tej linii przez jednego z mnichów, który udawał się do toalety. Nie jest pewne czy rzeczywiście przekroczył on tę linię, czy też został o to tylko oskarżony. Nazwisko i inne szczegóły umożliwiające identyfikację tego mnicha są znane ICT.
Źródła podają, że policjanci z punktu kontrolnego położonego na północ od klasztoru oddali strzały ostrzegawcze w powietrze i w ziemię bezpośrednio pod nogi mnicha, który jak sądzili przekroczył granicę klasztoru. (zobacz: raport Free Tibet Campaign http://www.freetibet.org/newsmedia/260908) Źródła podają także, że policjanci krzyczeli do mnicha, aby wracał do klasztoru, lecz zgodnie z jednym ze źródeł nie znał on chińskiego. Policjanci podeszli wtedy do mnicha i pobili go tak dotkliwie, że gdy udało mu się dotrzeć do restauracji na terenie klasztoru, gdzie około 50 mnichów spożywało właśnie swój wieczorny posiłek, wciąż obficie krwawił.

Dwóch będących w restauracji wyższych rangą mnichów udało się do punktu kontrolnego, aby dowiedzieć się dlaczego mnich został pobity i poprosić o przyjście do klasztoru przełożonych policjantów w celu wyjaśnienia całej sytuacji. Jednakże policjanci z punktu kontrolnego znowu oddali strzały w powietrze i pod nogi dwóch mnichów, a następnie gdy ci zaczęli uciekać, pobiegli za nimi do klasztoru. Tutaj zażądali, aby mnich, który został pobity opuścił restaurację, podczas gdy kilku innych mnichów nadal próbowało ich nakłonić do wezwania do klasztoru wyższych rangą przedstawicieli władzy. Jeden z policjantów prawdopodobnie zadzwonił do najbliższego miasta, a następnie powiedział mnichom, że poprosił przedstawicieli władzy o przyjazd do klasztoru. Jak podaje kilka emigracyjnych źródeł będących w stałym kontakcie z regionem, wkrótce potem do klasztoru przyjechały dwie ciężarówki wypełnione mniej więcej stoma umundurowanymi policjantami uzbrojonymi w różne rodzaje broni, w tym pałki, łopaty i tasaki. Te same źródła podają, że policjanci zaatakowali mnichów jak tylko zeszli z ciężarówek. Wielu mnichów natychmiast usiadło, a niektórzy zdjęli zewnętrzne okrycia swoich szat, aby pokazać, że nie mają broni i nie mają zamiaru stosować przemocy.

Około 30 mnichów odniosło obrażenia, a kolejnych pięciu zostało zranionych tak poważnie, że musieli zostać hospitalizowani. Uważa się, że wśród mnichów, którzy trafili do szpitala był jeden z tych dwóch starszych rangą mnichów, którzy domagali się przybycia przedstawicieli władz do klasztoru. Inny z poważnie zranionych mnichów był, jak się uważa, członkiem klasztornego, powołanego przez władze tzw. „Demokratycznego Komitetu Zarządzającego” (‘Democratic Management Commitee’) i został pobity pomimo, że pokazywał swój wydany przez rząd dokument tożsamości. Inny z mnichów, którzy trafili do szpitala był poważnie pobity również podczas protestów marcowych i zgodnie z jednym ze źródeł wciąż dotkliwie cierpiał z powodu doznanej wtedy traumy – na widok policyjnych mundurów doznawał silnego lęku i stawał się osobą „psychicznie niezrównoważoną”. Podobno zadano mu cięto ranę w plecy o długości stopy.

Zgodnie ze źródłami ICT, wszyscy z pięciu mnichów (ich nazwiska znane są ICT) zostali obecnie zwolnieni ze szpitala. Piszący po chińsku na tybetańskiej stronie blogger donosi, że część wojska została od czasu opisanego incydentu wycofana z tego obszaru, jednakże nie można tego potwierdzić.
Po niszczącym trzęsieniu ziemi w Sichuanie z 12 maja (klasztor Kirti znajduje się w odległości około 150 mil od epicentrum w Wenchuanie) mnisi, którym od czasu protestów marcowych nie wolno było odprawiać ceremonii religijnych, dostali pozwolenie na przeprowadzenie rytuałów żałobnych dla ofiar katastrofy. Mnisi wydali również oświadczenie w którym podkreślili, że ich protest nie był skierowany przeciwko narodowi chińskiemu, lecz przeciwko polityce chińskiego rządu. (Oświadczenie to jest dostępne w tłumaczeniu na język angielski w raporcie ICT http://www.savetibet.org/news/newsitem.php?id=1313).

Materiał filmowy z protestów w klasztorze Kirti z 16 marca

ICT otrzymało kilkuminutowy materiał video pokazujący protesty mnichów i zwykłych Tybetańczyków, które zgodnie ze źródłem z którego pochodzi, miały miejsce w klasztorze Kirti 16 marca. Żaden z tych klipów video nie wyjaśnia okoliczności w jakich powstały rany i ofiary śmiertelne, które jak wiadomo miały miejsce w czasie tych protestów, niemniej jednak zawierają one przejmujące sceny i stanowią uderzające migawki dające wgląd w skalę i naturę protestów, oraz reakcję chińskich władz. Chiny usiłują zapobiec przedostawaniu się takich obrazów poza Tybet. Materiał filmowy z protestów w Kirti 16 marca, jednego z pierwszych z trwającej od marca do połowy lipca fali ponad 125 protestów na płaskowyżu tybetańskim, można obejrzeć poniżej.

Na pierwszym klipie poprzez chmurę czegoś, co wydaje się być gazem łzawiącym można zobaczy grupę około 50 odzianych w szaty mnichów stojących mniej więcej 100 jardów od kamery. Większość z około 150-200 ludzi stojących na otwartej, rozległej przestrzeni jest obróconych plecami i obserwuje kłębiący się wokół mnichów gaz łzawiący. Inni ludzie, jak się wydaje pakują w pośpiechu swój dobytek i opuszczają to miejsce, jeszcze inni biegną w kierunku mnichów. W powietrzu widać strumień wody, lecz nie jest jasne skąd się ta woda bierze ani dlaczego jest lana –ciśnienie wody wydaje się zbyt niskie aby mogła ona pochodzić z armatki wodnej i jest rozpryskiwana w zbyt przypadkowy sposób, aby intencją było ugaszenie ognia. Na dalszym planie, daleko po prawej stronie otwartej przestrzeni widać grupę policji za tarczami używanymi podczas demonstracji.

Mniej więcej w połowie pierwszego klipu w centrum kadru, bardzo blisko miejsca gdzie zgromadził się tłum ludzi, w odstępie czasowym około siedmiu lub ośmiu sekund, eksplodują dwa pociski z gazem łzawiącym. Kilka sekund później można zobaczyć słabą smugę dymu zakreślającą łuk od grupy policjantów w kierunku niewidocznego obszaru za murem dokładnie naprzeciwko kamery – wznoszący się zza tego muru dym widać podczas trwania obydwu klipów. W ostatnich sekundach pierwszego klipu słychać serię słabych eksplozji podobnych do eksplozji pocisków z gazem łzawiącym sprzed kilku chwil, można się domyślać, że więcej takich pocisków zostało odpalonych gdzieś bardzo niedaleko.

W następnym klipie można zobaczyć i usłyszeć więcej pocisków z gazem łzawiącym wybuchających blisko i wśród tłumu ludzi na otwartej przestrzeni, a także za murem naprzeciwko kamery. W połowie drugiego klipu ktoś biegnie z daleka z lewej strony kamery i rzuca granat z gazem łzawiącym w kierunku pustej przestrzeni naprzeciwko muru, wkrótce potem ktoś inny rzuca granat w kierunku grupy policjantów w rogu kadru.

Zaginięcia i aresztowania w Lhasie

Obrazy przedstawione w tym raporcie przedstawiają członków sił militarnych pełniących służbę w Lhasie we wrześniu. Źródła ICT podają, że funkcjonariuszy służby bezpieczeństwa zarówno umundurowanych jak i po cywilnemu, widać w niemal każdej części miasta. Informator, któremu niedawno udało się zbiec z Tybetu powiedział ICT: „Od 14 marca w Lhasie wszystko się zmieniło. Gdziekolwiek byś się nie udał i cokolwiek byś nie robił, cały czas jesteś obserwowany przez Chińczyków. Kiedy szedłem po zakupy, albo żeby coś zrobić, policja lub wojsko ciągle sprawdzały dokumenty tożsamości. Kiedy widzą kogoś wyglądającego na Tybetańczyka, zapisują jego numer dowodu osobistego. Czasem robią zdjęcia zapisków. Policja i wojsko mają książki zawierające dane i fotografie osób poszukiwanych i sprawdzają czy nie figurują tam osoby legitymowane. Jeśli ktoś nie pokaże dowodu osobistego, lub jeśli okaże się, że jego numer, imię albo zdjęcie znajduje się w ich wykazie, wtedy jest pewne, że zostanie aresztowany.”

Zdjęcie umundurowanego patrolu w centralnej Lhasie zrobione przez turystę pod koniec września. fot. International Campaign for Tibet

„Byli bardzo agresywni i wyglądali przerażająco z tą swoją bronią, psami i ekwipunkiem służącym do aresztowania ludzi, takim jak kajdanki, liny i tym podobne. Obok nich czekały policyjne samochody przeznaczone do przewożenia więźniów. Ten ekwipunek i samochody mogły być użyte przeciwko każdemu Tybetańczykowi którego uznali za podejrzanego. Przez cały czas wyglądali na bardzo niechętnych Tybetańczykom, szczególnie młodym Tybetańczykom. Myślę, że jest tak ponieważ kilku Chińczyków zmarło, zaś wielu straciło sklepy i restauracje podczas demonstracji. Jeśli nie zatrzymasz się kiedy na ciebie wołają, albo jeśli nie pokażesz natychmiast dowodu osobistego kiedy cię o to proszą, zostaniesz przez nich momentalnie pobity. Mi się to nie przytrafiło, ale słyszałem o wielu Tybetańczykach, którzy zostali pobici podczas sprawdzania dokumentów tożsamości.”

Ten sam informator, którego tożsamość znana jest ICT, powiedział, że wielu Tybetańczyków zaginęło od czasu rozruchów z 14 marca w Lhasie. (O szczegółach marcowych wydarzeń w Lhasie można przeczytać w reportażu ICT: „Tibet at a Turning Point: The Spring Uprising and China’s New Crackdown” http://www.savetibet.org/documents/document.php?id=258). Oto co powiedział: „Po 14 marca wielu Tybetańczyków zaginęło bez wieści, wśród tybetańskiej społeczności w Lhasie można obecnie wszędzie usłyszeć historie o ludziach, którzy nagle zniknęli. Na przykład, około 25 letni Nyadak oraz Rinczen – 25 do 30 lat, obydwaj z Autonomicznego Okręgu Tybetańskiego w Sichuanie, zaginęli po tym, jak wzięli udział w demonstracji. Nikt nie widział, żeby zostali aresztowani lub zastrzeleni. Ich krewni i przyjaciele szukali ich wszędzie gdzie tylko było to możliwe i nie udało im się uzyskać żadnych informacji o nich. Większość przyjaciół sądzi, że zostali oni już zabici. Jednakże zdarza się, że ludzie zostają zwolnieni z więzienia po tym jak ich rodziny i przyjaciele byli już przekonani, że zostali zabici.”

Patrol uzbrojonej policji w pełnym rynsztunku do tłumienia demonstracji widziany przez turystę na targowisku ulicznym w centralnej Lhasie pod koniec września fot. International Campaign for Tibet

Ten sam informator wspomniał o jednej z najbardziej poszukiwanych po 14 marca osób, która została następnie aresztowana: „Nikt jej nie widział odkąd została aresztowana i nie wiemy nawet w którym więzieniu się obecnie znajduje. Chińskie władze nie przekazały żadnej informacji jej rodzinie odkąd zabrano ją z jej domu 16 marca. Niektórzy z jej przyjaciół myślą, że zmarła już z powodu tortur.”
Opowiadał także o 30 letnim byłym mnichu, który spędził kilka miesięcy w areszcie z powodu udziału w demonstracji 14 marca. „Spotkałem go po tym gdy został zwolniony. Był ze swoją żoną, bez jej pomocy nie mógł się poruszać. Poczułem się wstrząśnięty widząc go nagle w takim stanie, ponieważ był on niezwykle spokojną osobą i był obdarzony ogromnym poczuciem humoru. Wszyscy bardzo lubili przebywać w jego towarzystwie. Lecz dzisiaj wygląda zupełnie inaczej. Stał się bardzo chudy i wygląda na bardzo chorego. [Kiedy zapytałem co mu się przydarzyło] nie był nawet w stanie wyraźnie mówić. Z trudem powiedział: „W czasie mojego pobytu w więzieniu byłem torturowany i lekarz powiedział, że moja nerka jest zniszczona. Przez pierwsze 4 dni nie dostawałem żadnego jedzenia i kiedy byłem już prawie martwy zaczęli mi dawać niewielką ilość tingmo [tradycyjne tybetańskie knedle] z kluskami ryżowymi każdego dnia. Wylałbym nie żyć, niż musieć przechodzić przez to wszystko. Jakiś czas później musiałem wraz z innymi więźniami przez wiele godzin klęczeć na żwirze. Skóra na obu moich kolanach została całkowicie zdarta.”

Konwój 21 ciężarówek wojskowych widziany przez turystę z okna pociągu Quinghai-Tybet na początku września. fot. International Campaign for Tibet

„Życie przesiąknięte terrorem i poczuciem beznadziei”: obecność sił bezpieczeństwa w Qinghai i Gansu po marcu

Amerykański obrońca środowiska, którego nazwisko znane jest ICT i który odwiedził prowincje Qinghai i Gansu wspomina atmosferę panującą w klasztorze Labrang w Sangchu (ch:Xiahe) w powiecie Kanlho (ch: Gannan) w Autonomicznym Okręgu Tybetańskim w prowincji Gansu wkrótce po protestach marcowych: „Gdy przyjechaliśmy do Labrang złote dachy klasztoru wydawały się jak zwykle wspaniałe nawet pod pochmurnym niebem, lecz zobaczyliśmy tak niewielu mnichów i wszyscy jakoś nienaturalnie oddaleni. Brakowało zwykłego, radosnego przywitania, żwawego kroku, delikatnego podawania ręki, dzielenia się filiżanką herbaty. Na zewnątrz, na ulicy ludzie mieli spuszczone oczy, gdy udało się je spotkać – były wypełnione bólem. W środku, z dala od wszechobecnej policji i agentów w cywilu, mnisi i właściciele sklepów nie byli w stanie powstrzymać się od wyrażenia swojego przerażenia, poczucia bezradności i złości z powodu ciągłych brutalnych represji. Młoda sklepikarka rozpoczęła nagle odgrywanie milczącej pantominy – gwałtowne kopnięcia, bicie, strzelanie, to oddział maszerujących dwójkami młodych chińskich żołnierzy, maszerują wzdłuż głównej ulicy w zielonych sztywnych mundurach. „Właśnie tak robią”, krzyczała cicho podczas gdy jej mąż w ceremonialny sposób czyścił już wyczyszczone półki prosząc ją łagodnie, żeby się uspokoiła.”

Ten sam turysta zauważył: „Od połowy marca Chińska Centralna Telewizja (CCTV) pokazuje na okrągło kilka tych samych obrazów. Kraj jest poddawany 24-godzinnej propagandzie dyskredytującej Tybetańczyków za ich brak wdzięczności w stosunku do państwa i określającej protest Tybetańczyków przeciwko niemożliwym do zniesienia represjom ze strony rządu, jako ‘konflikt etniczny’. Podczas mojego powrotu, gdy siedziałem na lotnisku w Detroit, usłyszałem znakomicie wykształconych chińskich turystów powtarzających te same oskarżenia. Możliwe, że nienawiść spowodowana taką propagandą wymknęła się spod kontroli. Dla Tybetańczyków takie użycie brutalnej przemocy oznacza życie przesiąknięte terrorem i poczuciem straty, straty członków rodziny, straty ojczyzny, straty własnej kultury, straty pełnych życia instytucji klasztornych, straty równowagi środowiska naturalnego, tak naprawdę straty wolności w każdym znaczeniu”.

Zastraszanie i represje w Kham

Tajwańsko-amerykańska turystka, która został aresztowana i wydalona z Kham w sierpniu, udokumentowała zwiększoną obecność sił bezpieczeństwa w tym rejonie od momentu rozpoczęcia marcowych protestów. Turystka o nazwisku Wen-Yan King, zanim została z tego regionu wydalona, podróżowała niezależnie po Kardze (ch: Ganzi) Autonomicznym Okręgu Tybetańskim (TAP) w prowincji Sichuan. Na obszarze tym miały miejsce najbardziej intensywne i najdłuższe protesty, które sporadycznie wybuchały jeszcze w sierpniu, pomimo dramatycznie zwiększonych środków bezpieczeństwa w tym regionie. (Pełna wersja jej relacji z podróży po Tybecie znajduje się w blogu Huffington- Post http://www.huffingtonpost.com/rebecca-novick/arrested-in-tibet-a-young_b_118342.html)

Wen-Yan King rozpoczęła swoją podróż w powiecie Lithang *2) we wschodnim Kardze w TAP, gdzie sfotografowała uzbrojonych policjantów czyszczących swoją broń na terenie klasztoru położonego na obrzeżach miasta. Robili to w otwarty, demonstracyjny sposób, co mogło mieć na celu zastraszenie lokalnej ludności, której członkowie w przeciwnym razie wykonywaliby okrążenia (kora) wokół terenu klasztoru. W relacji ze swojej podróży przekazanej ICT Wen-Yan King napisała: „Tutaj w Lithangu powietrze jest tak przesycone strachem i paranoją, że aż wydają się one czymś namacalnym. Nigdy przedtem nie widziałam tak dużej ilości policji i wojska w jednym miejscu. Nigdy też nie doświadczyłam tak intensywnego, powodującego łomotanie serca lęku.”

Uzbrojona policja czyszcząca swoją broń na dziedzińcu klasztoru w Lithangu. Policjanci prawdopodobnie celowo zajęli miejsce za rzędem młynków modlitewnych – na trasie, którą pielgrzymi okrążają klasztor, tak aby ich obecność nie mogła zostać nie zauważona przez lokalnych Tybetańczyków.

Pomimo atmosfery zastraszenia ciągle można zobaczyc ludzi noszących obrazki Dalaj Lamy, turystka widziała także jego portrety w prywatnych świątyniach i w jednym z prowadzonych przez Tybetańczyków sklepów. Właściciel powiedział, że pomimo tego, iż straszono go, że jego interes zostanie zamknięty jeśli portretu Dalaj Lamy nie usunie, umieścił trochę mniejszy obrazek w mniej eksponowanym miejscu. Wen-Yan King napisała: „serce [właściciela] nie zazna spokoju, jeśli na ścianie nie będzie obrazka Jego Świątobliwości. Jest to drobny, lecz odważny akt nieposłuszeństwa.”

Portret Dalajlamy umieszczony ponad ołtarzem w sklepie w Lithangu.

ICT dysponuje relacjami z zaledwie trzech protestów w Lithangu od marca i wszystkie z nich miały miejsce na samym początku powstania. Jednakże środki bezpieczeństwa w Lithangu zostały znacząco zaostrzone zanim rozpoczęły się marcowe protesty. W sierpniu poprzedniego roku miejscowy nomada – Runggve Adak, podczas tradycyjnego festiwalu wyścigów konnych, wszedł na podium przeznaczone dla urzędników i na oczach tysięcy Tybetańczyków wezwał do powrotu Dalaj Lamy do Tybetu. Lokalna społeczności wyraziła swoje poparcie dla tego żądania, co doprowadziło do nasilenia „patriotycznej edukacji” i zwiększenia ilości sił bezpieczeństwa w tym rejonie, w celu przeciwdziałania dalszym protestom. (Zobacz: „Official petition on Dalaj Lama may have provoked Lithang action.” ICT August 10 2007. http://www.savetibet.org/news/newsitem.php?id=1157.)

Na początku września 2008, prawie sześć miesięcy po wybuchu protestów w Tybecie, Sekretarz Partii w prowincji Sichuan i jednocześnie Przewodniczący zgromadzenia ustawodawczego – Liu Qibao, w otoczeniu licznych funkcjonariuszy partyjnych i służby bezpieczeństwa, udał się w pięciodniową podróż po Tybetańskim Okręgu Autonomicznym Kardze. Sichuan Daily napisało 10 września, „Głównym celem podróży Liu Qibao było zapewnienie spokoju i stabilizacji”. Gazeta relacjonuje dalej szczegółowo jego wizyty w kolejnych siedzibach urzędów rządowych i policyjnych na terenie całego okręgu jak również w kilku klasztorach. Miał on podobno podziękować miejscowym oddziałom Ludowej Policji Zbrojnej i urzędnikom rządowym za „za utrzymanie stabilizacji w regionie tybetańskim”. (‚Liu Qibao: Promote the rapid development and long-term peace and stability of Tibetan regions’ [Liu Qibao: Cujin zangqu jiakuai fazhan he changzhi jiu’an] Sichuan Daily, September 10, 2008.)

W czasie wizyty w powiecie Lithang Liu Qibao odwiedził kilka klasztorów, w tym klasztor Choktor, gdzie miał powiedzieć mnichom: „Stabilizacja to powodzenie, zaś separatyzm to katastrofa” i „Mamy nadzieję, że klasztory wzmocnią zarządzanie i że mnisi będą kochać swój kraj i religię oraz będą przestrzegającymi prawa obywatelami.”

Wen-Yan King pojechała z Lithangu mniej więcej 110 mil na zachód do powiatu Kardze. Poruszała się bocznymi drogami aby uniknąć bardzo licznych punktów kontrolnych. Oto co napisała: „Mniej więcej w połowie każdej ulicy pomiędzy skrzyżowaniami znajduje się 10-15 osobowy oddział Ludowej Policji Zbrojnej w pełnym rynsztunku bojowym. Ubrani w mundury trzymali strzelby i tarcze, siedzieli w rzędach przed sklepami, stali za metalowymi strażnicami z wyciętymi oknami obserwując przechodniów, obozowali pod plandekami pośrodku chodnika, maszerowali przez miasto w poszukiwaniu oznak niepokoju. Miało się wrażenie przebywania na obszarze, na którym toczy się wojna….Na dodatek, oprócz morza umundurowanej policji, zamiast nowoczesnych ogłoszeń, wszędzie wisiały jasno- zielone banery z patriotycznymi sloganami. Przypominało mi to aż za bardzo czasy Rewolucji Kulturalnej.”

W mieście Kardze Wen-Yan King widziała i sfotografowała duże ilości służby bezpieczeństwa, między innymi policyjne baraki na skraju miasta i kilka wielkich namiotów na terenie policyjnego kompleksu, prawdopodobnie postawionych z powodu zwiększonej liczby policji. Liu Qibao odwiedził Kardze w czasie swojej wrześniowej podróży po okręgu.

Zdjęcie zrobione z terenu klasztoru w Kardze pokazujące z góry główny komisariat policji na obrzeżach miasta z licznymi ciężarówkami policyjnymi i kilkoma namiotami prawdopodobnie przeznaczonymi dla dodatkowych policjantów ściągniętych do miasta w celu zapobieżenia demonstracjom. Slogan namalowany na tylnej ścianie kompleksu brzmi: „Przewodnia rola Partii pozostanie niezachwiana, ojczyzna nie będzie podzielona, reformy i otwarcie będą kontynuowane, jedność wszystkich narodów nie będzie zagrożona.”

Zgodnie z posiadanymi przez ICT informacjami, w powiecie Kardze od marca do czerwca miało miejsce więcej protestów niż gdziekolwiek indziej w całym Tybecie. Wiele z nich odbyło się w klasztorze Kardze i w centrum miasta, jak również w pobliskim żeńskim klasztorze Pangri. Niektóre z mniszek podczas aresztowania zostały publicznie poważnie pobite, miejsce pobytu wielu z aresztowanych mniszek pozostaje do tej pory nieznane, podobnie miejsce pobytu opata Pangri Phurbu Rinpocze – osobistości znanej i cieszącej się ogromnym szacunkiem.

Phurbu Rinpocze, opat żeńskiego klasztoru Pangri został aresztowany 18 maja. Miejsce jego pobytu pozostaje nieznane.

Wen-Yan King została aresztowana w Kardze, policja prawdopodobnie już wcześniej śledziła jej poczynania. Skonfiskowano jej aparat fotograficzny, telefon komórkowy, sprzęt komputerowy i i paszport. Policja sfilmowała przeszukiwanie jej pokoju. Po intensywnym przesłuchaniu w stolicy okręgu Dartsedo (ch: Kangding), podczas którego straszono ją oskarżeniem o „kradzież tajemnicy państwowej”, za co grozi co najmniej 10 lat więzienia – została przewieziona do Chengdu, a następnie wydalona z terytorium Chin 1 sierpnia, na tydzień przed rozpoczęciem Igrzysk w Pekinie.

Przypisy:
1.Klasztor Kirti i otaczający go teren można zobaczyć wprowadzając w Google Earth współrzędne 32°54'51.78"N, 101°41'32.45"E
2. Klasztor Lithang – Google Earth 29°59'36.58"N, 100°16'8.19"E.

Tłumaczenie: JS

źródło: International Campaign for Tibet
 NetSprint