Wywiad z Mandie McKeown, aresztowaną za protest podczas Igrzysk w Pekinie
Przywiązanie do krzesła, brak adwokata czy dyktafonu nie wydaje się być „sprawiedliwym” traktowaniem przesłuchiwanego „więźnia”...

Mandie McKeown
fot. David Cole
Mandie McKeown pracuje dla International Tibet Support Network, jest aktywną działaczką Students for a Free Tibet. 20 sierpnia 2008 r. była aresztowana za udział w proteście podczas Igrzysk w Pekinie.



Dlaczego zdecydowała się Pani odwiedzić Pekin podczas Igrzysk Olimpijskich?

Pracuję w ruchu na rzecz Tybetu od blisko dziesięciu lat i byłam w tę sprawę zaangażowana także roku 2001, kiedy Pekinowi przyznano organizację Olimpiady. Zrozumiałam, jak ważne było wykorzystanie tego kluczowego momentu, w którym uwaga świata skupiła się na Chinach, do naświetlenia powtarzających się brutalnych represji w Tybecie. Postanowiłam zrobić co w mojej mocy, by pomóc.
Czy napotkała Pani na jakieś problemy ubiegając się o wizę, zważywszy że jest Pani obrończynią praw człowieka?

Nie miałam żadnych problemów z dostaniem wizy. Wydaje się dziwne, że władze chińskie nie podjęły wysiłku i nie zarejestrowały wszystkich osób, które są publicznie powiązane z grupami wsparcia Tybetu, i że pozwoliły „prześliznąć się przez sito” takim osobom jak np. John Hocevar . W moim przypadku pomocne było to, że paszport wystawiono mi na moje pełne imię i nazwisko - Amanda McKeown, a nie na imię Mandie, którego używam na co dzień.

Czy była Pani świadoma konsekwencji organizowania lub uczestniczenia w proteście na terenie Chińskiej Republiki Ludowej?

Tak, jechałam tam z pełną świadomością tych konsekwencji, ale to nie zmniejszyło mojego przekonania o tym, że trzeba bronić tego, w co się wierzy.
Czy może Pani opisać protest, który postanowiła Pani sfilmować? Kiedy się odbył? Ile osób wzięło w nim udział?

Protest, w który się zaangażowałam odbył się o północy 20 sierpnia br. Troje protestujących, dwie osoby amerykańskiego pochodzenia i jeden Tybetańczyk mieszkający obecnie w Niemczech, planowało rozwinąć flagę tybetańską i wykonać tzw. pozdrowienie Rangzen w pobliżu stadionu Ptasiego Gniazda w Pekinie. Moją rolą było udokumentowanie protestu i pełnienie roli rzeczniczki prasowej dla wszystkich dziennikarzy, którzy przybyli na miejsce protestu. Demonstranci wspięli się na mały nasyp obok stadionu i rozpoczęli protest. Dosłownie 30 sekund po rozwinięciu flagi i pozdrowieniu zaatakowało ich około dwudziestu chińskich policjantów i obywateli. Ja w tym czasie robiłam zdjęcia i rozmawiałam przez telefon z biurem Students for a Free Tibet (SFT). Nagle zostałam otoczona przez czterech oficerów policji ubranych po cywilnemu, którzy zabrali mi kamerę i telefon. Zarówno mnie, jak i demonstrantów zabrano szybko do aresztu. Wszystko to przebiegło bardzo szybko.

Jakie to uczucie być aresztowanym przez chińskich funkcjonariuszy?

Starałam się nie angażować w trzy wcześniejsze akcje. W przypadku wydarzenia z 20 sierpnia stało się inaczej. Wzięłam aktywny udział w proteście, chcąc sfilmować demonstrantów i reakcje ludzi. Nie czułam strachu. Przeczuwałam, że zrobią z nami to, co zrobili już wcześniej z innymi aktywistami, których zabrali i przesłuchiwali przez kilka godzin, a następnie deportowali z Chin. Wkrótce dowiedziałam się, że w naszym przypadku będzie inaczej i że mamy zostać skazani za nasz protest.
Czy próbowała Pani rozmawiać z policją o tym, że naruszono Pani podstawowe prawa ?

Przeszłam przez trzy różne sesje przesłuchań. Podczas dwóch pierwszych otwarcie mówiłam, jak odbieram takie traktowanie i że złamano moje fundamentalne prawa. Gdy przeniesiono nas do ośrodka zatrzymań i gdy zdałam sobie sprawę, że mamy odsiedzieć dziesięciodniowy wyrok, postanowiłam nie mówić o tym więcej, chociaż wskazałam, że przywiązanie do krzesła, brak adwokata czy dyktafonu to nie jest „sprawiedliwe” traktowanie przesłuchiwanego „więźnia”.
Wydaje mi się, że zanim skończyła się trzecia sesja przesłuchań, zdali sobie sprawę, że nie wyciągną ze mnie więcej informacji. W tym momencie nie spaliśmy już od 56 godzin.

Jak była Pani traktowana podczas aresztu?

Oprócz uniemożliwiania snu, przywiązania do krzesła i sesji intensywnych przesłuchań, nie traktowano mnie brutalnie w żaden sposób.
Jak się Pani dowiedziała, że premier Gordon Brown wywarł presję na chińskie władze, aby wcześniej Panią zwolniono?

Dowiedziałam się o tym dopiero po powrocie do Wielkiej Brytanii, kiedy spotkałam się z rodziną i ludźmi z SFT, którzy powiedzieli mi o interwencji premiera.

Co planuje Pani zrobić dla Tybetu po tym aresztowaniu?

Będę wciąż włączać się w ruch na rzecz Tybetu tak długo, jak będzie to potrzebne.

Dziękuję za rozmowę.


Wywiad został opublikowany w 8 numerze biuletynu Monitora Olimpijskiego.
 
Udostępnij

Przydatne pliki/załączniki

Gonpo Tserang
Przewodnik górski, skazany za "podburzanie do separatyzmu" w okręgu Degen  w Yunannie.
Khetsun Choedup
Mniszka klasztoru Reting Samtenling w okręgu Phenpo Lhundrup, skazana na 2 lata więzienia za udział w powstaniu 2008 r.
Lodroe Gyatso
Tancerz, mistrz w podnoszeniu ciężarów z okręgu Sog, w prefekturze Nagczu, zwycięzca lokalnych wyścigów jeździeckich. Odsiaduje wyrok 21 lat więzienia.
Wspierają nas:
Fundacja Inna PrzestrzeńInternational Tobet Support NetworkFundacja Stefana BatoregoCoffeShop3fala.art.plCentrum Edukacji ObywatelskiejT-shirt.pljb-art.eu