Wywiad z Księdzem Edą Jaworskim, proboszczem parafii w podpoznańskiej miejscowości Gułtowy
Prawo jest dla człowieka, a nie człowiek dla prawa...

Ksiądz Eda Jaworski
Rozmowa z Księdzem Edą Jaworskim, proboszczem parafii w podpoznańskiej miejscowości Gułtowy solidaryzującym się z ofiarami prześladowań w Chinach i Tybecie. W lutym ksiądz Eda zorganizował koncert pastorałek dedykowany Tybetowi.
Czas Igrzysk w Pekinie spędził Ksiądz poszcząc, modląc się i medytując w intencji wolnego Tybetu. Jakie znaczenie miał dla Księdza ten symboliczny protest?
Mnie samego te dni spędzone na modlitwie przybliżyły do problemu Tybetu. Zrozumiałem, że nie tak bardzo odległe dla nas czasy stalinowskie to zaledwie „przedszkole” wobec tego, co dzieje się tam obecnie. Część parafian nie widziało w moim proteście większego sensu. Po co Ksiądz się tak męczy? – pytali. Wielu jednak przyłączyło się do mnie. Przychodzili ludzie młodzi, starsi. W kilka osób, czasem indywidualnie. Razem modliliśmy się za prześladowanych i prześladowców, oni też potrzebują modlitwy. Cieszyło mnie wspólne solidaryzowanie się z Tybetem.
Czy jest coś co Ksiądz chciałby powiedzieć tym, którzy nie widzą sensu w działaniu, w mówieniu głośno o prawach człowieka?
My Polacy przeżywaliśmy kiedyś niewolę. Wiemy, co niewola robi z umysłem człowieka. Jak trudno temu umysłowi jest się z niej wyzwolić. Nikt nie chce być uprzedmiotowiony. Dlatego w szczególności my, Polacy powinniśmy zrozumieć dramat Tybetu. Osobom nie widzącym sensu w działaniu mógłbym tylko... współczuć. Człowiek, który „macha ręką” na prześladowania innych ludzi za różnice rasowe, społeczne, kulturowe, odbiera godność także samemu sobie. Co wobec tego znaczy dylemat ukazany przez Chrystusa w Ewangelii – czy prawo jest dla człowieka czy człowiek dla prawa?... Problem tkwi zwykle w braku wiedzy. Im mniej rozumiemy, tym łatwiej nami manipulować. Liczy się umiejętność przekazania społeczeństwu choć grama wiedzy.
Kiedy rozpoczęło się zainteresowanie Księdza sprawą Tybetu?
Kilka lat temu. Gdy MKOl ogłosił przyznanie Igrzysk Chinom, w swoich dziennikarskich felietonach potrafiłem nazywać tę instytucję „Międzynarodowym Komitetem Ochrony Ludobójstwa”. Stać mnie było wówczas na ostre słowa. Wkrótce po tym zacząłem działać. Przez ostatnie lata starałem się „zahuczeć”, krzyczeć w sprawie Tybetu, pełen nadziei, że ktoś ten głos usłyszy. Tybet stał się dla mnie symbolem ludzi prześladowanych na świecie.
Czy sądzi Ksiądz, że tegoroczne Igrzyska wpłynęły na poszanowanie praw człowieka w Chinach?
Przede wszystkim, należy rozróżnić sytuację samych Chińczyków od sytuacji w Tybecie. Podstawowe prawa Chińczyków są łamane. Wiele grup społecznych jest prześladowanych, a w Tybecie wciąż nie ma przepływu myśli. Zamyka się ośrodki naukowe. Zanika komunikacja pomiędzy ludźmi, a bez informacji nie ma szansy na rozwój. Tybet trudno jest jednak złamać. Tybetańczycy żyją „w innym wymiarze”, którego przeciętny Chińczyk nie zrozumie. Nie pojmie, że Dalajlama jest nie tylko politycznym, ale przede wszystkim duchowym przywódcą ludzi. Na zdjęciach widzę Dalajlamę uśmiechniętego. Widzę w nim harmonię, a harmonia to dobro.
Jak ocenia Ksiądz postawę przedstawicieli ruchu olimpijskiego wobec sytuacji panującej w Chinach?
Jeśli prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego mówi tylko o wspaniałych warunkach sprzyjających rywalizacji sportowej, a nie chce mówić o prześladowaniach i prawach człowieka, to jest dla mnie niezrozumiałe... Sportowców zastraszono. MKOl stworzył prawo antyludzkie. Jak można olimpijczykowi, który ma nieść ideę pokoju, pozbawić szansy na wyrażenie solidarności z prześladowanym człowiekiem, odbierając mu wolność słowa i myśli? Międzynarodowy Komitet Olimpijski, który miał nieść największe radości humanistyczne poprzez sport, stał się nośnikiem czegoś zupełnie przeciwnego. Pozbawianie medalu za protest jest żenujące... to tak jakby pozbawić człowieka sumienia.
Co motywuje Księdza do podejmowania dalszych działań?
Tybetańczyków jest coraz mniej. Musimy działać. Mówić o Tybecie. Czy chcemy mieć takiego „kaca” moralnego, jakiego mamy po holokauście. Świat nie wie lub nie chce wiedzieć, że tam dochodzi do eksterminacji narodu. Jeśli utracimy Tybet, utracimy część siebie. Wciąż otrzymuje telefony od wcześniej nieznanych mi osób. Znajdujemy się wzajemnie. My, ludzie, którzy obok tragedii w Tybecie nie chcą przejść obojętnie. Będzie nas coraz więcej. Małymi kroczkami idziemy do przodu.
więcej...
Przydatne pliki/załączniki