PRZYSZŁOŚĆ LHAKARU

Zeszłej jesieni władze chińskie w Sershul (wschodni Tybet) aresztowały Tybetankę za to, że włożyła w środę czuby (tradycyjny strój). W tym samym czasie zatrzymano setki Tybetańczyków działających na rzecz ochrony ojczystego języka, a także wielu innych za promowanie wegetarianizmu (starsi Tybetańczycy wyobrażają sobie, że dobra karma zgromadzona w związku z unikaniem spożycia mięsa wydłuży życie Dalajlamy).

Rząd chiński może widzieć w Lhakarze nowego wroga, ale deklaracja taka będzie czystą abstrakcją. Esencja Lhakarunie tkwi w czubie założonej przez daną osobę, ale w intencji, z którą ona ją włożyła. Prawdziwy Lhakar jest ruchem intelektualnym i dlatego pozostaje nietykalny dla wojsk, czołgów i pocisków. Chińskie prześladowania ludzi mówiących po tybetańsku, ubierających się w pewien sposób, przechodzących na wegetarianizm (czego odzwierciedleniem jest spadek zaufania i rosnące niebezpieczeństwo) odbiją się rykoszetem i uderzą w reżim, wzmacniając ostatecznie sam Lhakar.
Paradoksalnie, największe zagrożenie dla Lhakaru może pochodzić z wewnątrz - z niezrozumienia idei strategicznego braku przemocy. Nie możemy myśleć, że poprzez samo noszenie czuby lub posługiwanie się językiem tybetańskim spełniamy już swoje zadanie; a ci, którzy czynią inaczej występują przeciwko Lhakarowi. Ciasny ogląd może zdławić ten ruch w zarodku; holistyczne spojrzenie pozwoli mu natomiast rosnąć i rozwijać się. Popatrzmy na to w ten sposób: jeśli będzie tysiąc różnych sposobów definiowania Lhakaru, jak wówczas rząd chiński zdoła je wszystkie zakwestionować?

Ci, którzy lubują się w pisaniu, mogą poświęcić choćby godzinę tygodniowo na edytowanie Wikipedii i sprawdzanie, że hasła odnoszące się do Tybetu zawierają prawdziwe informacje. Ci, którzy mają darmowe minuty, mogą przeznaczyć „happy hour” w środy, żeby podzwonić do chińskich konsulatów, ambasad i zapytać ich co dany rząd robi w kwestii tybetańskiej. Ci, którzy uczą się tybetańskiego, mogą czytać newsy w tym języku przynajmniej raz w tygodniu. Ci, którzy żyją na Zachodzie, mogą słuchać w każdą środę Radia Free Asia, Voice of America lub Voice of Tibet. Zakupoholicy mogą przekonywać sklepy i sprzedawców do zastępowania produktów „made-in-china” tymi krajowymi. Studenci mogą rozwieszać ulotki na terenie uniwersytetów (np. na temat wybranej formie niesprawiedliwości w Tybecie). To tylko kilka rodzajów działań, które każdy może podjąć - zależnie od zainteresowań, możliwości i umiejętności.

Tym, co podsyca ruchy społeczne jest pozytywna energia, tym co je zabija - obłudna polityka. Siła Lhakaru tkwi w dobrowolności udziału i elastyczności. Musimy pozwolić każdej osobie na swobodne i spontaniczne działanie, które będzie w zgodzie z jej preferencjami. Nie możemy nikogo zmuszać do podporządkowania się ustalonym regułom i sposobom postępowania. Lhakar potrzebuje „cheerleaderów” (lhakardiaries.com), nie policjantów.
Podczas Ruchu Praw Obywatelskich w Ameryce, wielu zamożnych czarnych prosiło Martina Luther Kinga Jr. o spowolnienie kampanii na rzecz równości. „Nie kołysz łodzi” - mówili. „Jeśli będziemy naciskać za mocno, możemy stracić to, co osiągnęliśmy” (Na szczęście dla nas wszystkich ruch kontynuował kołysanie łodzi). Również w naszym przypadku, niektórzy promują Lhakar w wersji „light”, próbując utrwalić go w łagodniej formie poprzez oponowanie za tym, iż jest to ruch stricte kulturalny, niepolityczny.
Jednak takie argumenty zakorzenione są w postawie defetyzmu, która sprawia, że nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie tybetańskiej siły niezależnej od chińskich uwarunkowań. Ponadto skazuje aktywizm na działanie w strachu - a ten można określić jako najlepsze więzienie, jakie kiedykolwiek zostało wybudowane przez prześladowcę dla swojej ofiary.  Co innego mogłoby nas bardziej uwięzić?

Teraz jest czas na wzmocnienie Lhakaru poprzez rozprzestrzenianie jego myśli i zwielokrotnienie działań, bez oglądania się na Chiny. To nie pora na rozróżnianie Tybetańczyków na aktywistów i pacyfistów, politycznych i kulturalnych, świeckich i religijnych. Musimy zamazać linie między poszczególnymi podziałami; takie szufladkowanie nie ma bowiem żadnego znaczenia w realnym życiu; zamieszkujemy wszystkie z tych sfer w tym samym czasie.
Zbliża się dzień, w którym rząd chiński będzie postrzegał każdego Tybetańczyka jako aktywistę i każdą akcję jako coś wywrotowego. Kiedy on nastanie, będziemy wiedzieć, że Chiny przegrały swoją walkę o Tybet.

Tłumaczenie: J. Czarnotta



Stronę prowadzi

Stronę wspierają

  • 6f873f2bfda30f5072cabfdf1c26998f